HELLBRINGER – Dominion of Darkness (High Roller)

Po pierwszym przesłuchaniu długogrającego debiutu australijskiego Hellbringer naziewałem się co nie miara. Ale po krótkiej przerwie dałem „Dominion of Darkness” drugą szansę i stwierdzam, że musiał mnie przy podejściu numer jeden najść thrashowy analfabetyzm wtórny, albo miałem po prostu fatalny dzień na takie granie, bo bardzo szybko stwierdziłem, że Hellbringer rwie dupę przy samiuśkiej szyi!

 

Rozpędzony, wściekły thrash metal, wrzaskliwy wokal i szczypta klasyki w solówkach to przecież to, co tygryski lubią najbardziej. Już na dzień dobry utwór tytułowy zapodaje solidnego sierpowego, by po kilku kanonadach ciosów schronić się na chwilę za gardą nieco wolniejszej i bardziej melodyjnej wersji wysokooktanowego napierdalania. Jeśli wydawać się mogło, że taki zabieg służy tylko i wyłącznie zaakcentowaniu szybkości, to już kolejny na liście „Sermon of Death” (o znakomitym „Bell of the Antichrist” nawet nie wspominając) przyspiesza jeszcze bardziej, wracając do złotych czasów „Reign in Blood” czy „Hell Awaits” i ostro „naspeedowanej” wersji thrash metalu. Kolejne strzały wchodzą prosto na ryj słuchacza i nie ma szans, by po 40 minutach jednostronnego pojedynku delikwent nie znalazł się na deskach. Owszem, właściwie w każdym kawałku Hellbringer bawi się z ofiarą, sięgając po heavymetalowe wręcz melodie (mistrzostwem jest końcówka „Demon’s Blood”), czy zwalniając w nieco hellhammerowym stylu i wówczas –  nie powiem – robi się czarcio i duszno (posłuchajcie tylko walcowatego wstępu do „Satanic Destructor”), co dodatkowo wzbogaca klimat płyty i sprawia, że „Dominion of Darkness” jest po prostu ciekawsze.

Czy Nekromantheon wyrosła niezła konkurencja? Chyba tak, a przynajmniej tak można mówić o „Dominion of Darkness”. Zobaczymy, jak będzie prezentował się dorobek trio z krainy kangurów za kilka lat. Hellbringer ma bardzo duży potencjał, żeby udanie nawiązywać do kultowych krążków thrashowych i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziemy mogli nadwyrężyć kark przy ich wulgarnej łupance.

Dooban 

Cztery i pół