HEAVEN SHALL BURN – Veto (Century Media)

Po mniej udanych albumach „Iconoclast” i „Invictus” Niemcy wrócili z nagraniem równie mocnym jak przełomowy w ich karierze opus „Deaf to Our Prayers” z 2006 roku. „Veto” to płyta o klarownym, nowoczesnym brzmieniu, wypełniona świetnie skomponowanymi numerami. Wywodząca się wprost ze sceny hardcore’owej kapela na przestrzeni ostatnich lat bezsprzecznie stała się najmocniejszym i najbardziej solidnym zespołem z gatunku melodyjnego death metalu i metalcore’a.

Heaven Shall Burn konsekwentnie podąża drogą wyznaczoną na trzecim albumie „Antigone”, czyli udanie łączy fascynacje oraz wpływy Bolt Thrower i Amon Amarth z elementami hardcore’a. Podobnie jak Anglicy i Szwedzi w swoim stylu z płyty na płytę zmieniają wyłącznie drobiazgi, a fundament pozostawiają nietknięty. Na tym być może także polega ich sukces, ponieważ doskonaląc brzmienie i trzymając się raz obranego kursu dają fanom to, czego ci oczekują.

Bezlitośnie łomocząca podwójna stopa, ostre jak brzytwa riffy i rozdzierający głos wokalisty to znaki rozpoznawcze Heaven Shall Burn. Część znajdujących się na „Veto” kompozycji, jak „You Will Be Godless”, „Antagonized” czy „Fallen”, to bezpośrednie, uderzające od pierwszych sekund petardy. „Hunters Will Be Hunted”, „Beyond Redemption” czy „Godiva” są zaś dłuższymi, rozbudowanymi i klimatycznie zaaranżowanymi kawałkami, nie uciekającymi od patosu i melancholii. Pięćdziesiąt minut hałasu, który wypełnia siódmy długograj Niemców to piękna wizytówka ich stylu i prawdopodobnie najlepszy materiał w dyskografii. Zespół znany z doboru niebagatelnych coverów tym razem ponownie trafił w dziesiątkę przerabiając „Valhallę” z drugiego albumu Blind Guardian. Biorąc pod uwagę, że w przeszłości HSB nagrało także numery Tiamat, Edge of Sanity, Merauder, Therapy? czy Paradise Lost, trzeba powiedzieć, że gust mają nie byle jaki. Po prostu są kapelą nietuzinkową.

Wydaje się, że wraz z „Veto” Heaven Shall Burn doszło do perfekcji a zarazem do ściany. Pojawia się pytanie co dalej? Znając ich upór i determinację można być spokojnym, że spełnią oczekiwania i zaproponują w przyszłości jeszcze lepszy materiał. Jeśli jednak „Veto” miałoby być ich ostatnim nagraniem, to mimo całej sympatii dla nich, nie byłbym rozczarowany.

Adam Drzewucki

Pięć