HEART IN HAND – A Beautiful White (Siege of Amida Records)

Trzeci album zwykło się nazywać maturalnym. W przypadku Heart In Hand nie wiem czy można mówić o najbardziej dojrzałym wydawnictwie, zwłaszcza, że po debiucie, zespół obniżył loty, zmieniając nie tylko własny styl, ale całą formułę prowadzenia zespołu. Od naprawdę dobrego, melo-hardcore’owego zespołu, mocno związanego z etyką DIY przeszli na metalcore’ową stronę, grając coraz gęściej, ale bez pasji, która cechowała debiut.

„A Beatiful White” muzycznie jest krokiem na przód dla Anglików, ale prawdę powiedziawszy, nie wiem czy zmierzanie akurat w tą bardziej pogmatwaną stronę, reprezentowaną przez – żeby daleko nie szukać na własnym podwórku – młodszych stażem kolegów z Napoleon, jest dla nich dobre. Ba! Na moje, to panowie, mimo ogromnego doświadczenia i obycia z niejedną sceną, czego nie można im odmówić, stali się mniej kreatywnymi kompozytorami. Trzy kwadranse nowego, rozwścieczonego materiału, w głównej mierze granego w szybkich tempach, niby powinny temu przeczyć, ale tak nie jest. Na moje, Heart In Hand zwyczajnie, pogubili się i próbują na nowo znaleźć dla siebie miejsce w około hardcore’owej układance.Heart band

Na całe szczęście, jedna rzecz pozostała niezmienna. Najbardziej charakterystyczny element w HIH, a mianowicie głos Charliego Holmesa. Gardło formacji z Southampton jest jednym z najciekawszych na rynku a ilość kąśliwego jadu w tekstach i całkiem trafne obserwacje relacji międzyludzkich czynią z Charliego krzykacza, którego warto z uwagą posłuchać. Bardziej bezczelny jest w swoim pobocznym i obecnie ciekawszym projekcie Try Me/Love Me, ale w Heart In Hand ku mojej uciesze nie rozczarowuje. Niestety, Holmes sam nie poprawi słabszej kondycji reszty zespołu, który naprawdę bardzo chce i się stara, ale nie może odnaleźć dawnej formy.

Szkoda.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa i pół