HEADUP – Reborn

Wrocław cierpi na deficyt metalowych zespołów z prawdziwego zdarzenia. Co więcej, wydaje mi się, że większość ekip tworzą Ci sami ludzie, mający jednak na tyle szerokie horyzonty muzyczne, żeby nie powtarzać swoich pomysłów. Jedną z ekip, stworzonych m.in. z członków Presidents of Noise, jest HeadUp, formacja będąca wrocławską odpowiedzią na metalcore’owe brzmienia.

Szczerze, nie chcę stawiać HeadUp obok innych krajowych ekip, zważywszy na to, że dość często zerkają w stronę nu-metalowych brzmień (a co za tym idzie, stawiają na potężną dawkę groove) i gdybym miał postawić ich obok jednego, konkretnego zespołu, to na naszym poletku byłoby to albo None albo Flapjack. Zresztą, to zestawienie – choć trochę na wyrost, tym bardziej, że lwia część albumu to naprawdę pokombinowane, gęste granie „do przodu” – jest trochę niesprawiedliwe. Panowie mają pomysł na siebie i choć stylistyka, w obrębie której od dawna się poruszają, przestała interesować kolejne pokolenia słuchaczy, nadal doskonale sprawdza się na żywo i tu, tak jak w przypadku stołecznego Lostbone, może być pies pogrzebany.

Nie muszę czerpać przyjemności z obcowania z nagraniem studyjnym, choć stosunkowo dobrze zrealizowanym i nie odstającym od krajowej normy, żeby docenić band i z chęcią wybrać się na jego koncerty. Jak dotąd HeadUp nie widziałem, ale co wnoszę po „Reborn” z pewnością przypadną do gustu wszystkim metalheads, którzy cenią sobie solidny mosh i momenty, w których można odpocząć, żeby zedrzeć gardło w mniej lub bardziej udanych refrenach (a to przytyk do Frontside do którego Wrocławską ekipę też porównywano).Head Up Band

Żeby być jak najbardziej fair wobec kapeli zaznaczam, iż wszystko co słyszę na „Reborn” to przemyślane, aczkolwiek niespecjalnie potrzebne światu granie. Jest to metal, miejscami nawet bardzo ciekawy z technicznymi smaczkami (duża zasługa gitarzysty Kędziora), walący po pysku, ale wtórny do bólu. Ogólne wrażenie psuje też frontman, którego wygar pewnie sprawdzi się na gigu, ale krążek powinien kupić słuchacza choćby krztą różnorodności, a tego tu moi mili brakuje najbardziej.

Zespół powrócił z nowym materiałem po sześciu latach przerwy, w nowym składzie aż kipiącym od pomysłów. I to słychać, bo z „Reborn”, dało by się zrobić album i mini, lub dwie solidne ep-ki zaspokajające apetyt dotychczasowych fanów. Czy grupa zdobędzie nowych? Pokażą koncerty.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy