HAVOK – Conformicide (Nuclear Blast)

I po raz kolejny powraca temat Nowej Fali Thrash Metalu, niczym bumerang. Teoretycznie, wraz z kolegą Grzegorzem, wzbranialiśmy się od konfrontacji z jego reprezentantami. Uważaliśmy, że jest dużo ciekawszych rzeczy wartych uwagi 2017, ale wyszło jak zwykle. Tym razem padło na Havok – zespół, który jako jeden z nielicznych, thrashowych kolektywów całkiem sprawnie porusza się po metalowej scenie i to w dodatku jako podopieczni Nuclear Blast, nie zapalonych maniaków w katanach. Czy względna rozpoznawalność i doświadczenie poskutkowały wysokim poziomem krążka „Conformicide”?

Łukasz: Grzegorzu, zanim przystąpimy do omawiania zawartości najnowszej płyty Havok, poprosiłbym cię o udzielenie mi odpowiedzi na bardzo ważne pytanie: czy reprezentanci Nowej Fali Thrash Metalu mają rację bytu w świecie muzyki A.D. 2017?

Grzegorz: Jak najbardziej mają. Ja tej nowej fali doświadczyłem, kiedy ty byłeś w pierwszej klasie podstawówki, więc doskonale wiem o czym mowa. Wiele zH tych zespołów umarło, niestety, zanim na dobre zdążyło zagnieździć się na rynku, ale do wielu płyt wracam z wielką chęcią. Cieszą mnie kolejne wypociny takiego Warbringer, bo to pierwszorzędne granie, ale prawdziwego łomotu szukam znacznie głębiej, i chyba tam gdzie czają się hardcore’owcy…. Power Trip, Guilt Trip, Judiciary, Momentum… ale nie o nich mieliśmy. Odbijam piłkę – czy band taki jak Havok to jeszcze „młodzież” czy już weterani?

Łukasz: Zależy od perspektywy, Panie Kolego. Dla jednych trzynaście lat stażu na – mającej sinusoidalne tendencje – scenie thrash metalu to sporo, dla innych: całe nic. Obstaję właśnie przy drugiej opcji, ale to może dlatego, że bardzo grubą kreską oddzielam thrash metal do połowy lat 90. od tych nowszych wariacji na jego temat. Tak z innej beczki, jestem pełen podziwu dla determinacji Havok. Nagrali czwarty album, w który pewnie włożyli sporo pracy i starań, a wszystko to po to… by ponownie zabrzmieć jak Testament i reszta złotej zgrai z przylepioną etykietą „Bay Area”. Dalej mam nadzieję, że wyjawisz mi powody, dla których taki rzemieślniczy łomot ma sens.

Grzegorz: No dla mnie nie ma, bo akurat Havok nigdy mi nie leżał, bo albo był za bardzo miałki, albo za mało techniczny, a koniec, końców największy fun i tak sprawia prosty łomot a’la Fueled by Fire. Słuchaj, sprawa wygląda tak, że ci młodzi (!) nadal są zapatrzeni w super płyty sprzed lat, i zamiast pucować się Leeway albo Verbal Abuse, cytują Testament pożeniony z Metallicą i domieszką Forbidden – wychodzi z tego papka dla kuców, dopiero wyrabiających sobie gust. Ja doceniam warsztat, naprawdę zajebiste, czytelne brzmienie, ale muzycznie nie ma tu ani jednego riffu do którego chcę wracać. Mówiłem o Warbringer, tam nawet jak zrzynają (fragmentami) z Vader, to morda sama wykrzywia się w charakterystyczny grymas „o ja pierdolę„…

Łukasz: No, to od strony technicznej powinieneś być zadowolony z tego, co Havok przygotował na „Conformicide” – jest sporo łamania, częste dialogi gęsto rozjechanego basu i perkusji, trochę świdrujących solówek.

Grzegorz: Tyle, że waćpanie, ja na dzień dzisiejszy nie takich rzeczy szukam w thrashu. Wolę mniejsze wygibasy na korzyść klimatu, niemal blackowe wtręty dla urozmaicenia, czy wreszcie krótsze formy. Wiesz, gdybym chciał stymulować swoje szare komórki i sprawdzać jak można jeszcze inaczej można masturbować gryf, odpaliłbym Vektor. Havok pod paroma względami zbliża się do ich poziomu, a to, niestety, skazuje ich na mały fanbase i asłuchalność.

Łukasz: Ja też nie szukam ani techniki, ani bezwstydnej kserokopiarki nagrań Testament czy Megadeth. Młodym zawodnikom thrash metalu świetnie wychodzą wielorakie zabawy z hardcore/punkiem – Power Trip – albo wspomnianym przez ciebie black metalem – Suppresive Fire czy Ravencult. Czysta, wycyzelowana odmiana gatunku nie ma racji bytu, z wyjątkiem nagrań weteranów, oczywiście. W tym jednak rzecz, że ci weterani swoje dla świata muzyki zrobili i spokojnie mogą spocząć na laurach, a Havok i im podobni jedynie odfajkowali kolejny punkt umowy z wytwórnią. Ot, sedno.havok-band

Grzegorz: Nie twierdzę, że Havok nie może się podobać. Może to zespół, który jako jeden z wielu niesie thrashową pochodnię dalej. Nie wejdzie na szczyt, bo to prędzej stanie się dzięki ww. Warbringer, a w mainstreamie – nie po raz pierwszy – za sprawą Trivium. Wymiana pokoleniowa jest nieunikniona, ale jak się okazało w ubiegłym roku, Testament czy Anthrax ani myśli o składaniu broni.

Łukasz: Ale Warbringer to zespół z tej samej ligi, co Havok. Ich poprzednia płyta była ponoć eksperymentalna, jak na ramy thrashowej stylistyki, ale jeśli tak mają wyglądać eksperymenty z gatunkiem, to ja może podziękuję. Nawet w skostniałym death metalu jest trochę nazw, które dają – Tribulation, Ulcerate – lub jeszcze do niedawna dawały – Morbus Chron – poczucie świeżego powietrza między wonią cmentarnej ziemi i rozkładającego się truchła.

Grzegorz: Death metal to temat na osobną dyskusję. Owszem, Havok i Warbringer zaczynali niemal w tym samym czasie, ale obie ekipy różni podejście do tematu, a na korzyść Warbringer działa łojenie znacznie ciekawszej i intensywniejszej jego odmiany. Zgoda, poprzedni „opus” siewców wojny był delikatnie mówiąc przekombinowany, ale taki ślepy strzał musi zaliczyć każdy. Zwłaszcza w tym gatunku.

Łukasz: Zapytam więc, kiedy taki Vektor zaliczył ten „ślepy strzał”?

Grzegorz: W momencie gdy przestał się liczyć jako kolektyw, a jak projekt jednej osoby. Już „Outer Isolation” wyprane było z ducha kooperacji. To też nie jest żadna nowość dla tego gatunku. Osobowości z wielkim ego same działają na niekorzyść „firmy”. Vektor na razie nie zaliczył dramatycznej wpadki, ale może być tak, że zamiast nagrać nieudany album, zespół się rozpadnie. Nie będę płakał, bo nie jestem ich fanem. Łukasz, odbiegamy od głównego tematu…

AŁukasz: Odbieganie od tematu jest bardzo w porządku, zwłaszcza gdy jego przedmiot – delikatnie mówiąc – nie przyciąga. Posłuchaj takiego „Ingsoc” – bardzo to złamane, skomplikowane, ambitne, pełne zmian rytmu i temp, ale w gąszczu tych precyzyjnych rozwiązań zapodział się choćby gram dobrego riffu. To stanowi problem całej tej płyty: jest dopieszczona, dokładna, ale już od pierwszych taktów krążka Sanchez i koledzy wydają mi się sugerować, żebym dziczy poszukał sobie gdziekolwiek, ale nie u nich. A co to za thrash bez chamstwa i nawet odrobiny prymitywizmu?

Grzegorz: Taki thrash dla fanów reaktywnego Watchtower, które uwielbiam, a w którym więcej pasji i wkurwienia niż u punkowców, a ciężko doliczyć się „razu”. Nie wiem, może za jakiś czas zmienimy zdanie Na dzień dzisiejszy, Havok idzie w odstawkę.

Łukasz: W obliczu nowego krążka Power Trip zostaje brutalnie zepchnięty w tył thrashowego peletonu. A już od paru dni możemy posłuchać nowej propozycji Body Count… Nic mi z Havok, nakładam czarną bluzę z kapturem i bujam się razem z Ice-T.

Grzegorz: Yoł (śmiech)!

Narzekali Łukasz Brzozowski i Grzegorz Pindor

Zdjęcia: Haley Carnefix