HATE – Tremendum (Napalm Records)

Kompleks niższości, czyli zorganizowany zespół wyobrażeń i wspomnień o dużej sile afektywnej, który jest częściowo lub całkowicie nieświadomy i zorganizowany wokół jądra kompleksu – tu uczucia niższości. Kompleks wpływa wtedy na percepcję świata, akty woli, uczucia, postawy, wartości i zachowanie, stając się swoistym filtrem przetwarzania informacji. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co opisany wyżej kompleks ma wspólnego z Hate zapraszam na dalszą część tej pozbawionej skrupułów recenzji…

Hate to bardzo dziwny zespół. Zaczynali jako death metalowy twór zafiksowany na tym by zostać drugim Deicide. Sztuka ta łatwa nie była, Adam nie wypalił sobie na czole odwróconego krzyża, więc siłą rzeczy nie udało się. Później nastąpił chyba najciekawszy okres w działalności zespołu, czyli czas płyt „Anaclasis: A Haunting Gospel of Malice &Hatred” i  „Morphosis”, w którym to okresie zespół zaczynał kombinować w naprawdę interesującym kierunku. Tyle, że próba stworzenia czegoś kreatywnego nie przełożyła się na taki sukces, o jakim marzył lider grupy, w związku z czym kapela zaczęła dość mocno upodabniać się do świętującego coraz większe triumfy Behemoth. Na koncertach zespół zaczął pojawiać się w podobnych do grupy Nergala kreacjach, makijażach, a muzyka również zaczęła podążać w bardzo podobnym co Behemoth kierunku czyli mieszanki patosu, agresji i orientalno-industrialnych smaczków. Tyle, że w czasie gdy Nergal trafiał na okładkę Terrorizer, Adam z Hate mógł co najwyżej wylądować w jednym z niszowych magazynów…Hate

„Tremendum” to jubileuszowy, dziesiąty album w dyskografii Hate. Album, który poza kolejnym, scenicznym wizerunkiem nie wnosi do historii zespołu zupełnie nic. Album, który wykonawczo prezentuje jak zwykle równy, wysoki poziom, ale jeśli chodzi o samą wartość muzyczną, jest to miałki, właściwie niepotrzebny produkt z ligi zespołów „behemothopodobnych”. Muzyka Hate na dziesiątym albumie nie przynosi rewolucji. To kontynuacja tego co zespół stworzył na ostatnich czterech płytach, które z obowiązku przesłuchałem przed konsumpcją „Tremendum”. Dość nudny miks death i black metalu, ze sporą dozą napiętego niczym skórzane kamizelki Manowar patosu. Ja tego nie kupuję. Z poprzednimi płytami Hate miałem tak, że nudziły mnie po kilku dniach… „Solarflesh” podobał mi się nawet przez dwa tygodnie, ale teraz nie jestem w stanie wykrzesać z siebie pozytywnych odczuć w stosunku do „nowego” oblicza zespołu. Jest nuda i muzyczny sznyt, który zna każdy kto słyszał Hate w ostatniej dekadzie. Może się mylę, ale z takiego grania to wielkiego sukcesu wykrzesać się nie da…

Naprawdę nie rozumiem postrzegania muzyki przez lidera Hate. Przez te wszystkie lata powinien już chyba zrozumieć, że komercyjny sukces raczej nie stanie się jego udziałem więc spokojnie mógłby już darować sobie skryte i samotne podpatrywanie idoli. Bądźmy brutalnie szczerzy – jeden Adam z potężnym sukcesem na scenie metalowo-komercyjnej wystarczy.

Wiesław Czajkowski

jeden i pół