HARM’S WAY – Isolation (Closed Casket Activities)

Próbowałem przy „Isolation” wykonać tak prozaiczną czynność jak składanie szafki z IKEI. Nie udało się, wszystko spieprzyłem. Nie wiem tylko, czy dlatego, że jestem mizernym majsterkowiczem, czy muzyka Harm’s Way kompletnie uniemożliwiła mi skupienie.

Nowa płyta chicagowskich punkowców to kawał solidnego łojenia. Grupa porusza się w samym centrum hardcore’owej rewolty. Te wszystkie brudy, sprzęgi, charczący wokal i brzmieniowa surowizna mówią same za siebie. Jednocześnie zespół zaliczyć trzeba do nowej fali core’owych dewiantów, którzy z powodzeniem łączą crust, metal i noise, wyciągając  z tej mikstury maksimum energii.

Muzyka, która dominuje na „Isolation” to miażdżący kości, riffowy groove, który w kilku miejscach niebezpiecznie kłania się manierze Maxowego Solufly (riffy i motoryka „Scrambled” czy „Timing” mówią same za siebie…) a zazwyczaj niszczy wszystko na drodze, zahaczając o d – beat („Isolation”, „New Beginnings”) a nawet sludge (znowu fragmenty „Isolation”). Najwięcej na płycie jest świetnych, wolnych partii, które wygrywają strasznym ciężarem, dającym pięścią prosto między oczy. A wśród tego syfu, zespół zmyślnie przemyca dźwięki trudniejsze. Już półtoraminutowy wstęp do „Scrambled” to czystej wody noise, od którego wypadają zęby. Podobny syf i dystorcję znajdziemy w „Becoming”, zaś płytę zamyka rozbudowany, siedmiominutowy „Pretender”, gdzie znajdziemy i death metal, posuwisty groove a także ciekawe, mocno odjechane wyciszenie w środku kawałka.

Nie powiem, że „Isolation” to jakaś nowość. Wręcz przeciwnie, Harm’s Way wpisuje się w całkiem sporą już gromadkę zespołów, czerpiących z hardcore’owej i metalowej przeszłości elementy, które po raz pierwszy pojawiły się nawet przed 90 – tym rokiem. Ba, nie jest też tak finezyjny jak chociażby Trap Them. Harm’s Way to coś w rodzaju muzeum czy mauzoleum muzycznej przeszłości, z której rodzi się nowe życie. To muza, która nie przynosi znaczących odkryć i nie posuwa hardcore’owej luty do przodu, daje za to konkretny zastrzyk adrenaliny i kupę radości. A o to w muzyce jednak przede wszystkim chodzi…

Arek Lerch 4