HAMFERÐ ‒ Evst (Tutl Records)

Wyspy Owcze charakteryzują się niewielką sceną metalową. Najsłynniejszym jej reprezentantem jest niewątpliwie Týr. Na uwagę zasługuje także Synarchy oraz Vhernen. Do tej krótkiej listy dołącza Hamferð  ‒ death/doomowy sekstet tworzący dźwięki niebanalne i wyrafinowane. Zespół w 2012 roku wygrał bitwę kapel na festiwalu Wacken, lecz odrzucił propozycję kontraktu z Nuclear Blast na rzecz lokalnego wydawcy Tutl Records, a pod koniec 2013 wydał swój majestatyczny debiut.

Hamferð pochodzi z Tórshavn, stolicy Wysp Owczych, której nazwa oznacza Wybrzeże Thora. Cały archipelag składa się z 18 wysp, usytuowanych między Norwegią a Islandią i stanowi autonomiczny region Danii. Konsekwencją wikińskiego osadnictwa z IX wieku stał się nowożytny język farerski, wywodzący się ze staronordyjskiego. Posługujący się w swojej twórczości językiem ojczystym Hamferð, jest największym objawieniem posępnych, pogrzebowych dźwięków 2013 roku. Zresztą nazwa zobowiązuje. „Hamferð” to epifania martwego, zaginionego marynarza. Twarde realia życia na Wyspach Owczych są trwale skorelowane z surowością klimatu i kapryśnym morzem. Za „Evst” stoi intrygująca, acz fikcyjna opowieść o człowieku, który traci syna w trakcie bezlitosnej morskiej burzy. Z pomocą przychodzą mu huldur, tajemniczy szarzy ludzie żyjący na postrzępionych zboczach gór, obecni w folklorze islandzkim i farerskim. Historia opowiedziana na „Evst” stanowi swoiste preludium do tej opowiedzianej na debiutanckiej ep-ce „Vilst er síðsta fet” (2010), której główny bohater obserwuje kolejne stadia śmierci.Band

„Evst” należy słuchać i kontemplować w całości, od początku do końca. Tkwi w niej bowiem ogromna porcja ponurego dramatyzmu, przenosząca słuchacza na smagane wichrem strzeliste klify Wysp Owczych. Album potrafi przytłoczyć ciężarem, apokaliptyczną wizją zguby wśród rozszalałych fal. Sprzyja temu talent wokalny Jóna Hansena, który umie zarówno posługiwać się potężnym growlingiem, jak i quasi-operowym śpiewem kojarzącym się z wokalistą Mourning Beloveth. Klarowna, mięsista produkcja doskonale uwypukla nastrój melancholii, którym przesycony jest pełnometrażowy debiut Hamferð. Obok death/doom metalowego miażdżenia w umiarkowanych tempach odnajdziemy także spokojniejsze kompozycje, w których pojawia się gitara akustyczna.

Gratką byłoby zobaczyć Hamferð na żywo. Goście grają na scenie w eleganckich garniturach, muszkach i białych koszulach, co zdecydowanie wyróżnia ich na tle innych zespołów. Jeśli jednak miałoby się nie udać, polecam czekać na ich kolejny album.

Bart Krawczyk

Pięć