HAIL! HORNET – Disperse the Curse (Relapse)

Sludge/death’n’roll’owa działeczka to bardzo smakowity kąsek, pozornie łatwy do zaadaptowania. Bo niby nie trzeba wybitnych umiejętności, by wygenerować takie paskudne dźwięki. Być może dlatego tak wielu twórców próbuje w tym temacie coś nowego wymyślić. Problem w tym, że by taka muzyka przekonywała, zamiast techniki, dobrych instrumentów i kasy trzeba mieć w żyłach alkohol i syf w mózgu. A to już nie takie proste…

Hali! Hornet to kolejny przedstawiciel muzyki mało przyjaznej a jednocześnie niesamowicie brudnej i mającej gdzieś w fundamentach crust a la Discharge i metal pamiętający debiut Sabbath. Miks rock’n’rollowej Szwecji, metalu, doom dał w efekcie całkiem przyjemną miksturę, choć od razu podkreślić trzeba, że to muzyka użytkowa – zamiast smaczków, drugich i trzecich planów mamy do czynienia z jednowymiarowym, ale za to cholernie intensywnym strzałem w ryj.

W pierwszej kolejności łeb miażdżą death’n’rollowe ciosy w żołądek – „Shot The Pigs”, „Gifted Horse” czy „Beast of Bourbon”, jeszcze bardziej boli hardcore’owy „Suicide Belt”. Z drugiej strony miażdżą głowy sludgeowy, świetnie skonstruowany „Disperse the Curse’, którego nie powstydziłaby się ekipa DOWN, podobnie buja „Kill the Liars”. Dla niżej podpisanego dwa najciekawsze numery na płycie to „Unholy Foe” z wieloma zmianami temp i świetnymi riffami oraz kończący album „Blacked Out In Broad Daylight” – osiem minut miażdżącego odjazdu, strachu i dołowania. Świetny finał.

Być może nie jest to odkrycie na miarę DOWN czy Superjoint Ritual, jednak dość prosta w założeniu, bezpośrednia i nastawiona na frontalny atak płyta może się podobać. Nie sądzę, że po kolejnych seansach z „Disperse the Curse” odkryjemy coś nowego, ale doświadczenie muzyków (jedli chleb z wielu pieców, wspomnę tylko Alabama Thunderpussy, Weedeater czy Buzzow – En…) gwarantuje doskonałą zabawę, bez większych aspiracji. Jeśli macie dość oczekiwania na nowe dzieło Entombed, płaczecie po Superjoint a Cough jest dla was zbyt odjechany – Hail!Hornet ukoi skołatane nerwy. W zalewie różnego typu dźwiękowych gówien opisywana płyta jawi się jako przysłowiowa perła rzucona przed wiadomo kogo…

Arek Lerch 4,5