HAEMORRHAGE – „Hospital Carnage” (Relapse)

Stara ludowa prawda głosi, że nie należy oceniać zawartości po wyglądzie samego opakowania. Mądrość tą można odnieść do niemal każdego aspektu naszego życia i jak się okazało, niejeden raz również do muzyki. Dlaczego piszę o tym przy okazji recenzji płyty HAEMORRHAGE? Z prostej przyczyny. Dam sobie odciąć rękę, że okładka nowego dzieła hiszpańskich klasyków gore grindu zasiała w wielu sercach ziarno niepewności…

Front cover zdobiący „Hospital Carnage” może nieco dziwić, ale moim zdaniem komiksowy obrazek idealnie pasuje do muzycznej zawartości krążka. Po za tym postać z okładki jest przecież dobrze znana fanom zespołu i nieraz już widzieliśmy tego szalonego chirurga. Gore grind nie jest czymś, co powinno odbierać się na poważnie (przynajmniej teksty i grafikę…), dlatego wszelkie przejawy zdrowego dystansu i zabawy konwencją są jak najbardziej wskazane. Pierwszy duży plus należy się zatem HAEMORRHAGE za to, jak płyta wygląda.

Jeśli ktoś spodziewał się po Krwotoku tego, że w każdym aspekcie swojej twórczości epatować będą litrami posoki to rzeczywiście na początku mógł się poczuć trochę zbity z pantałyku. Mogły się nawet pojawić wątpliwości co do muzycznej zawartości krążka, jednak zupełnie niepotrzebnie. To nadal ten sam rewelacyjny pathogrind z odrobiną rock’n’roll’a w tle. Prawda jest taka, że albo się taką muzę kupuje bez mrugnięcia okiem, albo nie. Trzeciego wyjścia nie widzę. Jak dla mnie, nie ma sensu narzekanie, że HAEMORRHAGE od niemal dwudziestu lat grają praktycznie to samo. Wystarczy posłuchać wcześniejszych płyt i skonfrontować je z „Hospital Carnage” by zauważyć, że jednak w muzyce Hiszpanów jest „progres”. Z płyty na płytę Krwotok staje się bardziej przystępny, łatwiej przyswajalny a chwilami wręcz w chory sposób przebojowy. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu taki rozwój zespołu odpowiada, ale mi osobiście pasuje i to bardzo. Podoba mi się, że „Hospital Carnage” mimo do bólu grindowej formy prezentuje się całkiem świeżo. Niczego bowiem tak bardzo nie lubię jak odcinania kuponów i zamykania się w artystycznym getcie.H

Słychać, że Hiszpanie po prostu świetnie się swoją muzyką bawią. Wystarczy posłuchać tych niesamowicie melodyjnych solówek w „Hypochondriac”, „911” czy „Flesh-Devouring Pandemia” by przekonać się o tym, że pathogrind to przede wszystkim luz i potężna dawka poczucia humoru. „Hospital Carnage” to cały czas muzyka cholernie intensywna i ekstremalna; te wszystkie smaczki, o których piszę, będą słyszalne głównie dla fanów zespołu, reszta audytorium raczej nic nie zauważy. Trzeci album studyjny HAEMORRHAGE to doskonała propozycja zarówno dla maniaków sceny i jak dla tych fanów ciężkich dźwięków, którzy dopiero zaczynają przygodę z grindem. Proponuję więc już dziś udać się do najbliższego rzeźnika i zakupić własny kawał mięcha o nazwie „Hospital Carnage”.

Wiesław Czajkowski

Pięć