HACKTIVIST – Outside The Box (UNFD/Rise Records)

Brytyjczycy z Hacktivist, jakkolwiek sympatyczni i starający się robić coś nowego, po wydaniu dwóch ep-ek, wreszcie wypuszczają na świat pełne dziecko. Okazuje się, że tak bardzo wyczekiwany przez fanów djentu album jest zlepkiem dotychczas znanych utworów i raptem kilku nowych kompozycji, z których najlepszą, jest najmniej pasująca do stylu grupy. Nie pomogli zaproszeni goście, nie pomaga nadal duży hype wokół kapeli, w końcu, nie pomaga nawet fantastyczne brzmienie. Debiut Hacktivist w starciu z longiem ich kopistów z australijskiego DVSR wypada po prostu biednie.

Największą bolączką tego wydawnictwa jest zbyt kurczowe trzymanie się sprawdzonej formuły. Rzeźbienie w zerach i zabawa w bycie najbardziej djentową kapelą na ziemi miałoby sens, gdyby numery były choćby w połowie tak różnorodne jak singiel z Rou Reynoldsem z Enter Shikari. Mało tego, nawet zapowiadany feat z Astroid Boyz wypada biednie i wcale nie przynosi zapowiadanego zwrotu w stylistyce zespołu. Wydaje mi się, że muzycy z małego Milton Keynes choć chcieli dobrze, a nawet bardzo, mając na uwadze wypowiedzi o przełamywaniu barier, niefortunnie stali się więźniami własnej stylistyki, a próby działalności na polu zbliżonym do tego po którym poruszają się zaproszeni goście, świadczą o zmarnowaniu własnego potencjału. Zamiast doprowadzić do przenikania się gatunków dostaliśmy okruchy dobrych pomysłów. Zrzucę to na karb wieku i próby odnalezienia się w realiach rynku, ale jeśli pompuje się promocyjną bańkę, zapowiadając rzeczy wielkie, trzeba dotrzymywać słów. I nie wplatać refrenów na siłę, nie budować sztucznego napięcia żeby przypodobać się metalowcom, nie grać byle brutalniej żeby materiał był koncertowy.H band

Podsumowując: panowie mają talent, czego w żadnym wypadku nie mam zamiaru im odmawiać. Dotychczasowe wydawnictwa i fenomenalna forma na koncertach pozwalają wierzyć, że są przed nimi rzeczy wielkie. Djent, rap, grime – nieistotne; w tych nurtach nadal jest sporo miejsca do zagospodarowania w sposób tak unikatowy jak kilka lat temu, kiedy zaczęli swoją karierę. Niemniej jednak, szumnie zapowiadany debiut traktuję jako podsumowanie dotychczasowej kariery i furtkę do dalszych działań. Polecam zwiększyć tempo pracy, może mniej koncertować, a skupić się na (własnym) studio i najlepiej za rok wrócić z czymś lepszym, dojrzalszym i równie interesującym jak debiutancka ep-ka.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy