HACKTIVIST – Ep

Trochę z przykrością stwierdzam, że debiutancka EP brytyjskiego Hacktivist rozczarowuje, ale nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło, bo mimo wszystko, ten band jawi się jako jedna z nadziei zarówno djentu w ogóle, jak i progresywnego metalu na Wyspach.

W przyszłości, mam nadzieję, że dogonią zarówno Tesseract, Monuments jak i nieco brutalniejszych kolegów z Vildhjarta, i staną się zupełnie nową jakością w progresywnym metalu. Na chwilę obecną jest to tylko bardzo przyzwoity djent z dwójką mc’s za mikrofonami, którzy swoim flow może i nie oczarowują, ale wpasowują się w ogólną konwencję zespołu. Swoją drogą, nie przypuszczałem, że któryś z dwójki mc (białoskóry) będzie śpiewał. Ten zabieg, choć wypada bardzo przyzwoicie, tylko przesądził o typowości tego materiału. Szkoda, bo mogli w tej materii bardziej pokombinować, krzyknąć, albo spróbować połamać wersy i zarapować inaczej (a’la Jedi Mindtricks).

Z pięciu kompozycji tylko dwie są premierowe. Mowa tutaj o niezwykle krótkim, ale rozbudzającym apetyt „New Age” i najcięższym ze wszystkich, wybitnie koncertowym „Blades”. Ten ostatni jawi się jako jedna z najlepszych rzeczy, jakie do tej pory stworzyli, chociaż z drugiej strony, nie ma tego klimatu co „Unlike Us” i jeden z hitów ostatnich miesięcy, propsowany przez praktycznie wszystkich w sieci „ Cold Shoulders’.  Podsumowując: grupa ma przed sobą naprawdę świetlaną przyszłość. Mam nadzieję, że zrezygnują z typowego, djentowego soundu i rzeczywiście wykreują własną niszę, w której nie będą mieć konkurencji. Na dzień dzisiejszy sam rap o tym nie przesądza. A szkoda.
 
Grzegorz „Chain” Pindor