GUIDING LIGHTS – New Ways To Feel Bad (Instant Classic)

Prostota jest szczytem wyrafinowania – rzekł kiedyś podobno Leonardo Da Vinci, a przynajmniej tak twierdzi wszechwiedzący Internet. Abraham Lincoln już kiedyś coś na temat prawdziwości internetowych cytatów powiedział, więc co do autora owej złotej myśli mam wątpliwości, ale przyznaję – słowa to doprawdy mądre, czego Guiding Lights dobrym przykładem. Brzmią troszkę jak The Stubs wyprane z bluesowego posmaku, albo jak The Hives na smutno. Ładne melodie, skoczne rytmy, granie na jedno kopyto (w tym przypadku jak najbardziej na plus!) i garść melancholii – doskonała muzyka na jesiennie zaczynającą się wiosnę.

Na wstępie – szanuję nazwę. „Marquee Moon” to kapitalny album – chociaż średnio go na „New Ways To Feel Bad” słychać. To raczej rock’n’roll na sterydach, bez zbędnych udziwnień i wariacji. Gitarowo i melodycznie to nam się tu niemal The Clash dzieje, a jednak stonowany, błądzący gdzieś pomiędzy melorecytacją a anemicznym śpiewem wokal Łukasza Ciszaka nadaje tej muzyce specyficznego sznytu. Melancholijnego, mrocznego, nie kojarzącego się z niczym przyjemnym, a jednak brzmiącym całkiem świetnie. I nie ukrywam, że to dla mnie chyba największy plus tego albumu – to znaczy, zasadniczo podoba mi się tu wszystko, ale ten wokal wprowadza nam drobny, że się tak wyrażę, element zaskoczenia. Bo spodziewałby się słuchacz krzykliwych, głośnych zaśpiewów – tutaj mamy, jak już wyżej wspomniałem – wokale niczym z oddziału pulmonologii. Spokojne, stonowane, jak gdyby kolega Łukasz oszczędzał głos. Super. GL band

Bardzo podoba mi się także lo-fi brzmienie (chociaż nie jest to radykalne lo-fi) oraz aranżacyjna prostota. Żadnych solówek, rytmicznych zaskoczeń – większość kawałków opiera się na punkowo granych kilku akordach, które zapewne i szympans z okładki dałby radę odegrać po kilku lekcjach. Jedynym wyjątkiem jest shoegaze’owo-noise’owy przerywnik „~”, w którym mamy hałas i ostrożnie budowane napięcie, które nagle się urywa. Spokojnie można było ten motyw jeszcze pociągnąć, bo zaczyna się bardzo ładnie, ale rozumiem zamysł i pewne niedopowiedzenie. Poza tym drobnym elementem, „New Ways To Feel Bad” jest krążkiem zadziwiająco słuchalnym, przebojowym i przyjemnym dla ucha. Mamy sporo hitów – np. pixiesowy niemalże „Everything Goes Wrong”, czy nieco bardziej energetyczny „Song Of The Animals”. Przy oszczędnym akompaniamencie, melodie jeszcze bardziej wpadają w ucho. Spokojnie można te kawałki puścić w radio (nie w RMF, ofkors). Wstydu nie będzie.
Do tej pory moim faworytem na garażowo – punkowo – bluesowej scenie w naszym kraju byli The Stubs. No dobra, nadal są, ale rośnie im mocny konkurent. Co prawda Guiding Lights są bardziej lo-fi, bardziej punky i mniej bluesowi, ale słychać w ich muzyce podobne wibracje. Z niecierpliwością oczekuję więc na następne propozycje tria, stwierdzając, że 26 minut minęło zbyt szybko i chciałoby się więcej.

Paweł Drabarek

Zdjęcie: Paweł Starzec

Pięć