GRUESOME STUFF RELISH – Sempiternal Death Grind (FDA Rekotz)

Czy grając old school’owy grind core mocno naznaczony piętnem Carcass można próbować być oryginalnym? Pytanie zdawałoby się retoryczne, ale okazuje się, że przy odrobinie talentu można wpuścić trochę powietrza do każdej, nawet najbardziej hermetycznej i zatęchłej niszy…

Po latach Brytyjscy protoplaści grindu z rozbrajającą szczerością wyznali, że tak naprawdę ikoniczna dla gatunku produkcja „Reek of Putrefaction” była efektem sesji, podczas której spieprzyli wszystko, co spieprzyć się dało. Jak było naprawdę, pewnie nigdy już się nie dowiemy, ale nawet dziś ciągle pojawiają się zespoły, które próbują odtworzyć ten dziki, surowy, cholernie brudny sound jaki poznał świat właśnie za sprawą  Carcass. Pierwsze sekundy „Sempiternal…” dają nadzieję na to, że oto stanął przed nami jeden z niewielu zespołów, które są w stanie pojąć na czym polega granie dobrego grindu. Primo – brzmienie. Obleśne, przesiąknięte smrodem ropy gitary wgniatają w ziemię od samego początku. Tu nie ma miejsca na finezję jest za to cała masa garażowo-piwnicznego hałasu, który wali w twarz z subtelną siłą rozpędzonego czołgu. Secundo – konstrukcja utworów, oferujących zdecydowanie więcej niż zwyczajowe dla tego gatunku „napierdalanie dla samego napierdalania”. GSR dodają do swej muzyki elementy charakterystyczne dla starej szkoły szwedzkiego death metalu (kłaniają się demówki Nihilist), zmiany temp, częste zwolnienia oraz całkiem sporo zakręconych solówek, które są w muzyce tego typu elementem niezbyt często spotykanym. Tertio – zróżnicowane wokale. Gdyby istniał ranking najlepszych, grind’owych wokaliz to zestaw wrzasków, growli i „świniaków” jakie słyszymy na „Sempiternal…” znalazłby się bez problemu u szczytu takiego zestawienia.

GSR stworzył cholernie intensywny, dziki i obleśny album, który daje cień nadziei na to, że grind core w wydaniu old school’owym nie jest jeszcze do końca wyeksploatowanym poletkiem. Podoba mi się, że nie jest to produkcja nudna i jeśli tylko uda się Wam przedrzeć przez zaporę niemiłosiernie zaflegmionego brzmienia, gwarantuję, że mnogość pomysłów upakowana na tej płycie może zdumiewać. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to płyta dla każdego i nawet zdeklarowani fani grind’u (w nowocześniejszym wydaniu)  mogą mieć z nią pewien problem, dlatego też nie mam zamiaru tych dźwięków nikomu polecać.

Wiesław Czajkowski