GRAVEYARD – The Altar of Sculpted Skulls (Doomentia Rec.)

Gdy tylko krążek z najnowszym wydawnictwem Graveyard kilka razy zakręcił się w odtwarzaczu, po moim mieszkaniu rozniósł się nieznośny wprost fetor… Zapach zatęchłej ziemi ze świeżo sprofanowanego grobu mieszał się z wonią gnijącego trupa… Zapachniało swojsko, doskonałym klimatem old school’owego death metalu…

 

Myślę, że nie ma co silić się na wyjątkowo wyszukane słownictwo. Nowa ep-ka hiszpańskich metalowców to nic innego jak hołd złożony starej szkole metalu śmierci. Od samego początku uderzył mnie absolutnie bezpretensjonalny brak oryginalności cechujący muzykę Graveyard. Hiszpanie nawet nie próbują udawać, że mają własną wizję dźwięku. Pewnie trochę przesadzam, bo ich wizją i drogą ku muzycznej nirwanie jest przecież old school. Jeśli wyłączymy zdecydowanie zbędne oczekiwania by muzyka każdego zespołu miała jakiś własny, niepowtarzalny rys, to Graveyard ma wielkie szanse urwać nam łeb przy samej dupie.

„The Altar of Sculpted Skulls” to czysty kult metalu śmierci w tej najbardziej obleśnej, brutalnej i nieprzystępnej formie jaką prezentowały wczesne wydawnictwa Asphyx, Autopsy, Carnage czy Morbid Angel. Materiał zagrany z pasją i zaangażowaniem, które graniczyć może z obłędem. Słychać, że w tym przypadku nikt nie sili się na pozę oldskulowca. Muzycy tego zespołu na death metalu zjedli zęby, potracili włosy i zakatowali wątroby. Innymi słowy – prawdziwi z nich kultowcy…

„The Altar of Sculpted Skulls” to jednak album, który ma do zaoferowania odrobinę więcej niż tylko chory, staroświecki wyziew. Album bardzo dobrze brzmiący. Oczywiście w pewnych standardach. Dawno już nie słyszałem, by ktoś w tak udany sposób połączył potężny sound gitar z setkami kilogramów brudu, którym to brzmienie zostało pokryte.

Po drugie, płytka ta wcale nie jest tak monotematyczna jak można by sądzić. Graveyard do swoich dźwięków przemyca sporo ciekawych solówek (chwilami niemal melodyjnych), posępną, doom’ową atmosferę i nieco odniesień do starej szkoły brutalnego thrashu.

„The Altar…” to materiał skierowany do ściśle określonego kręgu odbiorców. Prawda jest taka, że większość miłośników dzisiejszego, super technicznego oblicza death metalu nie zrozumie tej płyty. To muzyka dla maniaków metalu śmierci z czasu, gdy gatunek dopiero nabierał kształtu. Muzyka, którą albo się kocha, albo nienawidzi…

Wiesław Czajkowski 

Cztery i pół