GRAVETY  – Into the Grave (SOD Records – Distribution)

Rozpoczynający płytę powłóczysty, sabbatowski riff może sugerować, że mamy do czynienia z formacją parającą się epickim doom’em opartym na najlepszych wzorcach z lat 70-tych. Gdy do gitary dołączy wokal, jesteśmy tego już niemal pewni… Jednak w przypadku tego zespołu znajduje zastosowanie powiedzenie „nie sądź dnia przed zachodem słońca”, choć może bardziej „nie sądź płyty po pierwszym riffie”…

 

Jeśli mieliście ochotę na sto procent doom w doomie, niemieccy debiutanci z zespołu Gravety nie do końca zaspokoją Wasz głód. Fakt, doom jest na „Into the Grave” gatunkiem zdecydowanie dominującym, ale by oddać pełnię kolorów tej płyty to słowo nie wystarczy. Muzycy czerpią z kilku źródeł wzbogacając materiał o elementy thrash czy melodyjnego heavy metalu. Nie spodziewałem się tego, ale „Into the Grave” słucha się zaskakująco dobrze. Duża w tym zasługa samych kompozycji, które są przemyślne i nieźle pokombinowane (jak na doom’owy materiał, oczywiście) oraz tego, że zespół, jak już się gdzieś wyżej rzekło, czerpie z więcej niż jednego źródła. Jeśli jeden numer jest oparty na typowych dla epickiego, doom’owego grania patentach, to w kolejnej kompozycji pojawiają się szybsze tempa, agresywne wokale, niezłe, pokręcone solówki… jednym słowem na płycie sporo się dzieje, dzięki czemu dość długi materiał nie nudzi. Podoba mi się to, że Gravety próbują ugryźć doom’owy temat w swój własny, autorski sposób bo powiem szczerze, że trudno mi tolerować kolejne kopie Candlamass, które co jakiś czas pojawiają się u naszych zachodnich sąsiadów.

„Into the Grave” to płyta naprawdę ciekawa. Może i album ten pozbawiony jest monumentalnego ciężaru znanego z najlepszych produkcji gatunku, może i riffy, jakie usłyszymy na „Into…” nie wejdą do kanonu jak te z „Epicus Doomicus Metallicus”, ale i tak uważam, że jest to całkiem udany album a to czy wrócę do tej płyty za jakiś czas nie ma w tej chwili większego znaczenia.

Wiesław Czajkowski