GRAVE UPHEAVAL/MANTICORE – Split (Nuclear War Now! Productions)

Rok 2012 nie będzie może ostatnim w historii ludzkości, ale fanów dźwięków spod znaku kaptura i łańcucha doprowadzić może na skraj bankructwa. Ciesząca się zasłużonym szacunkiem wytwórnia Nuclear War Now! przypuściła bowiem w tym roku straszliwą ofensywę na ich portfele. Wystarczy przypomnieć sobie o najnowszych płytach Revenge, Martire, Wrathprayer, czy doskonałym splicie Adversarial z Antediluvian, żeby po raz n-ty zacząć gorączkowo sprawdzać stan konta i kalkulować czy aby na pewno pieniędzy wystarczy zarówno na obowiązkową paczkę z płytami, jak i na przetrwanie do kolejnej wypłaty. Niestety, opisywany tutaj split jest jeszcze jedną pozycją, która może wprowadzić zamęt w pieczołowicie tworzonych w Excelu plikach z domowym budżetem.

 

O ile nazwa Manticore powinna być znana większości maniaków black/death metalowego hałasu, o tyle Grave Upheaval na dzień dzisiejszy pozostaje jeszcze w cieniu powiązanych personalnie Impetuous Ritual i Portal. Skoro jednak cytowane są tu wiodące w dzisiejszym death metalowym podziemiu nazwy, należałoby po tym projekcie oczekiwać muzyki o zbliżonej jakości. Oczekiwania te zostają spełnione i choć Grave Upheaval odstaje nieco stylistycznie od twórczości swoich „kuzynów”, to jednak wszystkie trzy zespoły łączy nie tylko osoba perkusisty, ale też podobne „duchowe” wibracje. Zmierzamy tu bowiem w stronę czarnej otchłani, a środkiem ku temu jest utrzymany przeważnie w wolnych tempach death metal, opatrzony piwniczno-jaskiniową produkcją. Jeżeli o Encoffination (z którym Grave Upheaval dzieliło swoje poprzednie wydawnictwo) mówi się, że brzmi jak zatopiony w studni magnetofon, odtwarzający na zwolnionych obrotach „Onward to Golgotha”, to muzyka ich australijskich kolegów przywodzi na myśl odgłosy próby Incantation odbywającej się gdzieś głęboko pod ziemią (być może nawet w samym piekle). Oczywiście zespół na literę „I” nie jest tutaj jedynym odnośnikiem, bo równie dobrze przywołać możemy wolniejsze motywy w twórczości Beherit czy Archgoat oraz mniej melodyjne fragmenty „Transcendence into the Peripheral” diSEMBOWELMENT. Dzwięki generowane przez Grave Upheaval są więc stosunkowo prymitywne i swoją atmosferą mogą przypominać zakazany rytuał jakiegoś dzikiego plemienia. Grobowe brzmienie urasta tu do rangi fetyszu, z ekscytacją czekamy więc na kolejne, dochodzące niczym zza ściany uderzenia perkusji, których kulminacją jest miarowy rytm nabijany na centralach pod koniec drugiego utworu.

Po nim zaś dochodzimy do drugiego z prezentowanych na tym wydawnictwie zespołów. W zestawieniu z Grave Upheaval, Manticore to już niemalże weterani. Mają na koncie dwie bardzo dobre płyty i kilka mniejszych wydawnictw, dorobili się już zresztą swojego własnego mikro-kultu. Co prawda niedawno zaliczyli krótką przerwę w działalności i małe przetasowanie w składzie, ale prezentowane tutaj utwory świadczą o tym, że nadal są w dobrej formie. Być może stylistycznie nie do końca pasują do muzyki wykonywanej przez Grave Upheaval, ale jeden i drugi zespół napędza swoje dźwięki ogniem piekielnym. W przypadku Amerykanów przybiera to formę stosunkowo prostego i gnającego do przodu black/death metalu, przesyconego jadem i złowieszczym klimatem, pokrewnym wczesnej twórczości Angelcorpse czy francuskiego Arkhon Infaustus. I choć nie udaje im się tutaj osiągnąć takiej intensywności jak na debiutanckim „Bowels of the Holy Anoint Us in Evil”, to mimo wszystko nie schodzą poniżej wysokiego poziomu, do którego zdążyli już przyzwyczaić swoich fanów. Właściwie jedyne, do czego mógłbym się tutaj przyczepić, to dość dziwne brzmienie, które trochę przytępia wymowę tych numerów (zamiast podkreślać ją, jak ma to miejsce w przypadku Grave Upheaval).

Miłośnicy muzycznych rewolucji będą być może zawiedzeni tym wydawnictwem, ale przecież nie do nich kierują swoją muzykę te zespoły. Choć moim zdaniem w tego rodzaju dźwiękach coraz częściej trafić można na coś więcej niż tylko pielęgnowanie death metalowej tradycji. Zespoły takie jak Grave Upheaval, Portal, Antediluvian czy Mitochondrion pokazują przecież, że jest jeszcze w tej muzyce duch i nieodkryty potencjał. Trochę szkoda, że split ten ukazuje się wyłącznie na winylu, ale być może tłoczenie kilkunastu minut muzyki na srebrny krążek jest dzisiaj mniej opłacalne niż kiedyś. Kolekcjonerzy czarnych „placków” mogą więc świętować, a reszta zmuszona będzie obejść się smakiem, przynajmniej w wymiarze czysto materialnym, bo tak jak większość wydawnictw z Nuclear War Now!, płyta jest dostępna do odsłuchu na Bandcampie.

 

Michał Spryszak