GOVERNMENT FLU – Still No Justice (Anger Battery Records)

Krajowi ambasadorzy prawdziwego hc/punka nie odpuszczają i chwilę po świetnym krążku „Tension” częstują nas kolejnym wydawnictwem, tym razem ep-ką (winyl, to chyba oczywiste…), zawierającą cztery utwory. Nadal potwierdzające wysoką formę i świetne wyczucie stylu, że o technice nie wspomnę. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, ale jest za to Government Flu

Tym razem nie będzie aż takich zachwytów, jakie sprowokował krążek Tension. W tamtym przypadku było to dzieło skończone, zestaw spójnych, rewelacyjnych kawałków. Na „Still No Justice” mamy do czynienia z – po prostu – czterema krótkimi (jak zwykle) i intensywnymi petardami w dobrze znanym stylu. Government Flu nie spuszcza z tonu i ponownie pokazuje się z dobrej strony. Są szybkie galopady, wściekła praca Wolfiego, który jak zwykle swoim bębnieniem budzi zachwyt, rewelacyjne wokale i gitarowy, klasyczny, ruchliwy fundament. Pierwsze dwa numery, tytułowy i „Live Your Life” to po prostu punk rock. Rozpędzony (ok., „Live…” kończy się miłym zwolnieniem…), wściekły i jak zwykle świetnie brzmiący. Za to „Faceless” to w historii GF chyba najradośniejszy song jaki słyszałem. Wpadający w ucho riff i skoczna sekcja tego kawałka stoją w wyraźnej opozycji do zamykającego płytkę, nieco ponurego „Breaking Character” – tradycyjnie już Government Flu kończą swoje wydawnictwo wolnym i walcowatym numerem. Warto zwrócić w tym przypadku uwagę na riff, wykończony zagrywką, kojarzącą mi się z noise’owymi kapelami pewnej znanej tu i ówdzie stajni, której nazwę przemilczę, żeby nie być posądzonym o monotematyczność.GF band

Nowe i krótkie wydawnictwo warszawskich punkowców nie zmienia zbytnio wizerunku zespołu ani mojego o nim zdania. Wysoki poziom zachowany, kierunek jak najbardziej słuszny, być może niczego nowego nie wymyślili, ale dali nam mały suplement do „Tension”. Nie mam pytań, no, może poza jednym – skąd u nich taka płodność?

Arek Lerch

Cztery