GOVERNMENT FLU – Holes (Yamadori Records)

Dopóki będą istnieć takie zespoły jak Government Flu, dopóty będę wierzył w polskiego punk rocka. Od początku swojej „kariery” zespół stawiał na czystość gatunkową, stał też na straży dobrej jakości, dzięki czemu punk w wydaniu warszawiaków nigdy nie kojarzył się z siermięgą, jakiej na tej scenie, niestety, nie brakuje. Jednak skok jakościowy, jaki dokonał się między ep – ką „Like Letters” a „Holes” jest zaskakujący. Najnowsze dzieło, GF to najlepsza punkowo – hardcore’owa płytka roku. 

„Holes” tylko dlatego nie stała się „albumem tygodnia”, bo musielibyśmy stworzyć raczej nową rubrykę pt. „singiel tygodnia”. Niech zatem stanie, że jest to singiel, który w tym tygodniu zawładnąć powinien każdym, kto kocha starego punka i hard core, granego w najlepszej tradycji przełomu lat 80 – tych i 90 – tych. GF zbiera z tej muzyki wszystko, co najlepsze, dodając coś od siebie. Nie chodzi mi bynajmniej o technikę gry a raczej o zgranie zespołu. Wolfi, nowy perkusista, stopił się ze składem, czego wynikiem jest organiczna wręcz  lekkość gry, która szczególnie w kawałku tytułowym mnie osobiście rozpierdoliła. Pomijam fakt fajnych riffów, oczywiście zgodnie z ideą zawartą w songu „Two riffs – it’s enough”, skupiam się za to na ruchliwości aranżacyjnej. Patent z „wjazdem” niemal – black/death’owego  tremola gitary, wpadającego gwałtownie w pauzę po pierwszych taktach „Holes” jest mistrzowski, potem mamy już 100% GF – szybki bit, okraszony kolejną perełką zespołu, czyli genialnym śpiewem Rafała. Co mogę powiedzieć o jego interpretacji – choćby tyle, że gdyby wyłączyć podkład muzyczny, nóżka będzie nerwowo tupać w takt kolejnych, wykrzykiwanych a capella fraz. Nienaganny angielski w połączeniu z dykcją i poczuciem rytmu czyni z Rafała jednego z najlepszych, polskich wokalistów sceny hc/punk. I to nie koniec, bo przecież „Shadows” nie jest gorszy; żywy, fajnie zaaranżowany, oszczędnie wykonany i znowu z zaskoczeniem w postaci ostatniej części rozpoczynającej się od wokalnego „wjazdu” na podkładzie samych, głucho dudniących bębnów. Na koniec zespół funduje własną interpretację pieśni „Walcz o siebie” Abaddonu. Świetnie zagraną i bardzo, bardzo na czasie.

Cóż można dodać? Bardzo lubiłem/lubię ”Are You Sorry Now”, miło słucha się „Like Letters”, ale umarłem z wrażenia przy „Holes”, wydanej, oczywiście, na winylu. Znakomity, cholernie świadomy i pewny siebie skład, który może spokojnie stanąć wśród najlepszych tej sceny na całym świecie. Jeśli kurs zostanie utrzymany, to pełno-wymiarowa płyta, która, mam nadzieję, szybko zostanie przez zespół nagrana, będzie hardcore’owym albumem dekady…

 

Arek Lerch