GOREFEST – False/Erase (Metal Mind)

Dwie zremasterowane płyty Holendrów w jednym pudełku to dobre posunięcie ze strony Metal Mind. Przede wszystkim dlatego, że Gorefest należy do pierwszej fali europejskiego death metalu, a ich osiągnięcia nie są wcale mniejsze od Entombed czy At the Gates. Za sprawą istnego wejścia smoka, którym okazał się wydany w 1991 roku debiut „Mindloss”, kapela szybko zyskała znaczną popularność.

Rok później płytą „False” (6/6) Gorefest zdystansował już konkurencję. Takie numery, jak „The Glorious Dead”, „Get-a-Life” czy „From Ignorance to Oblivion”, są napakowane masą kapitalnych riffów i posiadają niepowtarzalny groove. Głęboki, bulgoczący głos Jana-Chrisa de Koeijer oraz intensywne bębny Eda Warby, znanego teraz bardziej z Hail of Bullets, to znaki firmowe Gorefest. Zapadające w pamięć, rozbudowane kompozycje, mówiąc kolokwialnie, bardzo dobrze napisany materiał – tego właśnie najczęściej brakuje na współczesnych, death metalowych płytach. Powodów, aby wciąż wracać do „False” jest wiele.

Po udanych trasach z Deicide i Death, Holendrzy kolejny album „Erase” (5/6) wydali w 1994 roku. Album, który nie ustępował w niczym poprzedniej płycie. Zespół zdecydował się delikatnie wygładzić brzmienie, a tym samym pozbył się tak charakterystycznego, gitarowego brudu, który wyjątkowo przypadł fanom do gustu. Niemniej jednak materiał, który ukazał się na „Erase”, to inteligentny, selektywny i niebanalny kawał ciężkiego grania. Kawałki „Low”, „I Walk My Way” czy „Seeds of Hate” to killery, których z przyjemnością słucha się również w 2012 roku.

Nie należy bać się tych słów – „False” oraz „Erase” to death metalowa klasyka, której czas nie wyrządził żadnej krzywdy. Warto dodać, że po kilkuletniej przerwie w działalności, Gorefest przed ostatecznym rozpadem w 2009, wypuścił „La Muerte” oraz „Rise to Ruin”, dwie płyty, które wraz z wczesnymi nagraniami zespołu, składają się na niezwykle bogaty dorobek tej świetnej grupy.

Adam Drzewucki