GOBLIN KING – Drugs, Blood & Death’n Roll

To już półtora roku, odkąd straciliśmy Ojca Chrzestnego heavy metalu, utożsamienie rock’n rollowego stylu życia i lidera jednej z najważniejszych kapel w historii. Mowa oczywiście o Lemmym Kilmisterze. To jak ogromny wpływ wywarł wraz z Motörhead na ciężką muzykę, pozostawię jako sprawę oczywistą, choć znajdą się i tacy, którzy wdadzą się w polemikę, wypominając, że to jednak Ozzy i Black Sabbath byli/są ważniejsi. Werdykt każdy wyda wedle swojego sumienia. Ja wiem jedno, duch Lemmy’ego krąży i pcha młode kapele do grania hard’n heavy.

Londyński Goblin King wydając swoją debiutancką ep-kę zatytuowaną „Drugs, Blood & Death’n Roll” składa hołd i ukłony w stronę legendy, proponując solidną, choć niezbyt oryginalną dawkę muzyki. Kapela za swoje największe inspiracje podaję wspomniane już Motörhead, ale także szwedzki Entombed, co czuć już w zasadzie od pierwszych sekund kawałka tytułowego. Czysty death’n’roll z domieszką thrashu do potupania i pomachania głową na koncercie. W pięciu kawałkach, które w sumie trwają trochę ponad kwadrans, Goblin King kipi energią, słychać wielką radochę ze wspólnego grania i typowy brytyjski, punkowy entuzjazm do rozwalenia głośników. Jest zatem głośno, ciężko i „do przodu”, ale, niestety, nic poza tym. Wszystko się zgadza, nuty wypadają w dobrym tempie, szkoda jednak, że to wszystko już kiedyś słyszeliśmy. Okazuje się, że chęci i dobry warsztat to nie wszystko. Trzeba mieć po prostu pomysły na dobre piosenki, a tych jest tu jak na lekarstwo – wybijają się w zasadzie tylko dwie kompozycje: „667”, do której Lemmy gdzieś tam na górze salutuje szklaneczką JD z colą, oraz „Eye Of The Storm”, z której z kolei mogliby być dumni kudłacze z Entombed, a może nawet d-beatowy Disfear.GK-Fixed-100

Wydawnictwa typu EP, mają to do siebie, że (szczególnie gdy jest to debiut) mogą pomóc kapeli w dalszej promocji, organizacji koncertów i zebraniu niewielkiej grupy fanów, która będzie szerzyć dobrą nowinę. „Drugs, Blood & Death’n Roll” doskonale pełni tę rolę, choć nie oczekujcie fajerwerków. Goblin King nie sili się na oryginalność, oni chcą się po prostu dobrze bawić, wspólnie muzykując (czyż nie oto w tym wszystkim chodzi?!). Liczę, że w przyszłości jeszcze nas zaskoczą.

Tom Wolf

Trzy