GOATSNAKE – Black Age Blues (Southern Lord)

Czasami zastanawiam się, czy kultowość danego zespołu wynika z przesłanek merytorycznych, czy raczej okoliczności. Bo np. taki Goatsnake jest określany mianem kultowego, choć raczej niczego nie wymyślił a jedynie ostatnią płytę wydał piętnaście lat temu. Najnowsze, trzecie dzieło nie potwierdza rzeczonej kultowości a jedynie fakt, że kwartet zna się na swoim fachu jak mało kto. Nowa, trzecia płyta zdołowanych rednecków z USA to kawał solidnego grania dla brudnych kowbojów z Polski. Są tacy?

Pisząc, że zespół nie wymyślił niczego nowego, nie chciałem ich obrazić. Bo „nie wymyślanie” wcale nie musi oznaczać czegoś negatywnego. Składniki, z jakich buduje swój domek (kościółek?) Goatsnake nie tyle są znane, co absolutnie zajeżdżone na śmierć, dlatego sztuką jest umiejętność wykrzesania z nich po raz kolejny życia. Poczynając od grobowej atmosfery, przez wolne tempa, po kłaniającą się Tony’emu pracę gitary czy wokalny dół, Goatsnake sprawnie reanimuje po raz tysięczny ten rodzaj łomotu. Niczego nie dodaje, nie próbuje wymyślać na nowo prochu. Za to mości się stylowo w znanej sobie niszy.

Największą wartością, jaką słyszę gdzieś między dźwiękami jest tu chyba – i tu kolejne, zjechane słówko – szczerość. Oczywiście, żeby było jasne, to bardzo subiektywne określenie, choć przecież trudno posądzać zespół o to, że po 15 latach wraca do tej samej rzeki z pobudek, dajmy na to, finansowych. Jeśli miałbym doszukiwać się w nowej muzyce godnych uwagi aspektów, będzie to na pewno solidna produkcja Nicka Raskulinecza. Jest kurewski ciężar, ale i selektywność. Wszystko pasuje a w dodatku udało się w brzmieniowej polerce zachować odpowiednio diabelską szorstkość. Skoro przy rogatym jesteśmy – kolejnym elementem, na który od razu zwracamy uwagę, jest duża dawka bluesa, co powoduje, że miejscami wyraźnie słychać typowy dla Danzig groove i klimat. W miarę nośna melodyka i ogólne dopracowanie tego materiału pozwalają na wielokrotną konsumpcję, raczej bez efektów ubocznych.snake

Pozostaje jedynie pytanie, czy w 2015 roku propozycja Goatsnake ma rację bytu? W zasadzie każda odpowiedź będzie prawidłowa. Bo można marudzić, że niby po co i komu, ale z drugiej strony, nadal egzystuje całe, ogromne podziemie, gdzie „Black Age Blues” znajdzie maniakalnych wielbicieli. Najważniejsze jest to, że zespół, mierząc się ze zmianami, jakie zaszły na okołometalowej scenie przez ponad dekadę, nie popadł w śmieszność, próbując dostosować się do otoczenia, co już jest sztuką i to wcale niełatwą, patrząc na niektóre wydawnictwa z tej samej półki.

Arek Lerch

Cztery