GLORIA MORTI – Anthems of Annihilation (Cyclone Empire)

Długo zastanawiałem się skąd znam nazwę fińskiego komando odpowiedzialnego za „Anthems of Annihilation”. Po dobrych kilku chwilach przypomniałem sobie, że jakieś dwa lata temu miałem okazję zapoznać się z ich drugim albumem – „Eryx”. W przypadku ich trzeciej płyty wyraźnie zmylił mnie futurystyczny sznyt płyty i nieco odmienna zawartość merytoryczna krążka. Czy jest lepiej? Nie – poziom jest ten sam, ale zawartość nieco inna.

W porównaniu z „Eryx”, „Anthems of Annihilation” jest bardziej spójna muzycznie. To już wprost podany melodyjny black/death metal o wybitnie „kosmologicznych” korzeniach. W pierwszym rzędzie zespół pozbył się zbyt oczywistych nawiązań do ostatnich płyt Behemoth, a skręcił zdecydowanie w stronę skandynawskich zabaw z czarnym metalem. Najchętniej powiedziałbym, że trzeci album Gloria Morti to coś pomiędzy ostatnimi dokonaniami Emperor i Dimmu Borgir. Porównanie byłoby z pewnością krzywdzące dla pierwszego zespołu, ale już drugi – biorąc pod uwagę ostatnio uprawianą przez Norwegów cepelię – powinien być zadowolony z takiego zestawienia. Generalnie rzecz biorąc Gloria Morti mieli na najwyższych obrotach, a niestety najlepiej wychodzi im albo miarowe gruchotanie kości, albo mamienie wisielczym klimatem, albo przebojowe łączeni black i death metalu, na tle których znakomicie wyróżnia się wokal Psycho – raz głęboki, pełen flegmy, a raz wrzaskliwy, nieprzyjemnie drgający w bębenkach. Bez dwóch zdań wyróżnia się na tle całej płyta grupa utworów umieszczona w jej środku – instrumentalny, hipnotyzujący klimatem „Swallowed by Defeat”, chyba najbardziej śmierć metalowy „Obey” oraz przebojowa petarda w postaci „Cut from Gaia”. Pozostałe starają się doszusować do podobnego poziomu, ale zespołowi udaje się to rzadko (vide zamykający płytę „Chaos of Archetype”) lub tylko fragmentarycznie w ramach poszczególnych numerów (np. „Redemption”).

Wydaje mi się, że Gloria Morti nagrało płytę bardzo bezpieczną, taką, która nie odrzuci tych, którym spodobał się nieco szalony i chyba delikatnie przeprodukowany, maszynowy „Eryx”, ale także przyciągnie młodzież, zasłuchująca się niejednokrotnie w tego typu dźwiękach. Szkoda, że zespół zmniejszył ilość gitarowych eskapad, ale być może dzięki temu „Anthems of Annihilation” zyskało trochę na przestrzeni? Jeśli tak, to mimo wszystko chyba można było powstałe miejsce lepiej wykorzystać.

Dooban 4