GLASSJAW – Material Control (Century Media)

Nie czułem ekscytacji na myśl o pierwszym od 15 lat długograju Glassjaw. A było tak z tego prostego powodu, że o istnieniu zespołu dowiedziałem się niecały miesiąc temu – na chwilę przed premierą recenzowanego poniżej dzieła. Słuchając „Material Control” również nie czuję ekscytacji, ale przyznaję, że ma ten krążek w sobie jakiś magnetyzm. Wracam do niego co chwilę czując, że jest tam jakaś magia, ale chyba nie na moim poziomie częstotliwości.

Teoretycznie wszystko (no, prawie) jest tu na swoim miejscu. Otwierający płytę „New White Extremity” jest idealnym odzwierciedleniem moich wyobrażeń o muzyce Glassjaw, które opierałem na szybkim przejrzeniu ich strony na anglojęzycznej wikipedii: mamy dysonanse, synkopowy riff, nienachalną, acz przyjemną melodię i dużo hałasu (niemalże ściana dźwięku) a wszystko to w post-hardcore’owym stylu. Kapitalny jest też wyraźnie inspirowany Faith No More kawałek „Golgotha”, w którym schizofreniczne partie gitar napędzane gęstą grą sekcji rytmicznej w połączeniu z iście pattonowską melodią i wokalną manierą tworzą mroczny, przytłaczający klimat, oraz „Strange Hours” przywodzący mi na myśl (choć to być może zbyt daleko idące porównanie) „Dublin” supergrupy Gone Is Gone. To by było na tyle jeśli chodzi o numery, które głębiej zapadły mi w pamięć. Reszta jest trochę zbyt generyczna: brakuje niespodzianek, efektu „wow”. W „My Conscience Weighs  A Ton” jest świetna, taka mięsista partia basu, ale nie ma tam nic poza tym – melodia jest oczywista, a gitary jeszcze bardziej. Pod tym względem jest to album niedopracowany, tzn. panowie wpadli na kilka świetnych pomysłów i rozwiązań, ale potem, kiedy trzeba było je jakoś rozwinąć, zabrakło pary i trochę nam się ten krążek rozjeżdża. Może należało nieco popracować nad ciekawie zapowiadającymi się „Bastille Day” oraz „Material Control”, które pełnią tutaj formę drobnych przerywników.Glassjaw

To nie jest zły album. Raczej przeciętny ze wskazaniem na całkiem udany. Boli jednak to nieopuszczające mojej głowy wrażenie zmarnowanego potencjału. Podobnie miałem z ostatnim albumem At The Drive-In. „Material Control” to też obok „in•ter a•li•a” jedna z najbardziej wyczekiwanych premier w tych klimatach. Cóż, ja jednak wolę Idles.

Paweł Drabarek

Trzy i pół