GIVE EM BLOOD – Seven Sins (Bastardized Recordings)

Agent koncertowy Austriaków z Give Em Blood rok temu usilnie starał się mnie przekonać, że wkrótce ten zespół będzie wielki. Nadal zastanawiam się dlaczego tak ślepo wierzył w sukces tego zespołu, skoro panowie nie grają niczego nowego, a mikstura deathcore’a, hc i od czasu do czasu melodyjnego metalcore’a przejadła się już wszystkim zainteresowanym.

Na upartego Give Em Blood mogłoby być czymś, czym u nas był Frontside po wydaniu „Zmierzchu Bogów”. Czyli, jakby kto jeszcze nie wiedział: bardzo solidnym i nietuzinkowym,  jak na nasz kraj, zespołem, który gra na wysokim poziomie, ale wciąż żongluje znanymi patentami. I właśnie dlatego, Give Em Blood nawet w starciu z krajani z Show Your Teeth czy nieistniejącą już Inarcadia przegrywają z kretesem. Bo może i owszem, ta austriacka horda brzmi doskonale, spuszcza poważny łomot, ale polotu i talentu tutaj brakuje, więc ponownie pytam, w czym mają być wielcy?

Utwory są za długie, oparte na podobnych schematach, a poza tym, jeśli słyszę, że band na potęgę sili się, aby brzmieć jak kapele z UK, z dużym naciskiem na Architects i im podobne twory, to coś tu jest do cholery nie tak! Od zespołu złożonego z tak sprawnych instrumentalistów (perkusja ! ! !) oczekuję czegoś więcej niż przemielenia tego, co znane i mimo wszystko lubiane. Do tego, ten do bólu przewidywalny wokalista psuje cały, pozytywny obraz zespołu i zastanawiam się, czy panocek Matthias w ogóle wie, co robi w tej grupie?! Frontman Give Em Blood ratuje się dość trafnymi obserwacjami w tekstach, ale w skali ocen wokalu wypada po prostu miernie.

Podobnie label, który zajmuje się dystrybucją tego albumu. Kwintesencja miernoty.

Grzegorz „Chain” Pindor

Dwa