GHOST – Prequelle (Universal)

Ghost to… i tu w zasadzie można wstawić co nam się tylko podoba. Fenomen szwedzkiej muzyki, kabaret, diabelski pomiot, szczwany kombinator, zespół rockowy, zagadka. Ok, zagadki coraz mniej, bo i Cardinal Copia (następca papy…) więcej pokazuje niż ukrywa, zachowując się przy tym bardziej niczym musicalowy gangster, dla mnie pozostając jednak szczwanym kombinatorem. Czyli kimś, kto doskonale rozeznaje się w muzycznym biznesie i wyciąga z niego wszystko to, co może się przydać. Diamondowy sztafaż i makijaże, lekką, choć bluźnierczą otoczkę, melodykę w najlepszej, szwedzkiej tradycji, rocka lat 70., trochę glamu i oczywiście biznesowy zmysł, który doprowadził Ghost – poprzez sale koncertowe, ale i sądowe – na sam szczyt. Z którego łatwo spaść, bo nowa płyta pokazuje, że zespół ma zakusy na dużo więcej niż tylko występy na metalowych festiwalach i konsekwentnie ten zamysł realizuje. Pytanie, które z Grzegorzem sobie zadajemy, brzmi – czy mimo wszystko wiedzą co robią i dokąd idą? Dotychczas każde posunięcie się Ghost udawało. Zobaczmy co będzie dalej, na razie puszczamy sobie w samochodzie „Prequelle”, dyskutując o muzyce i nie tylko.

Grzegorz: Zacznijmy od prostego pytania: czy ty lubisz Ghost? Bo ja, owszem. Bardzo.

Arek: Proste pytanie, trudne pytanie… Ghost zawsze był gdzieś na obrzeżach mojej świadomości. Bardziej przyswajałem otoczkę, papę Emeritusa I II i III, kontemplowałem całą tę zabawę niż samą muzykę. W zasadzie, trudno powiedzieć, czy Ghost to zespół „do lubienia”…

Grzegorz: Bo to taki kabaret co wkroczył do mainstreamu, a zakorzeniony jest w muzyce z przełomu lat 70. i 80. W to mi graj, bo wtedy powstało masę świetnych płyt, choć niekoniecznie czysto metalowych, a za taki przecież uważa się Ghost. Najnowsza płyta to rozbrat z ciężkim graniem, choć Forge mówił, że będzie „heavy as fuck”…

Arek: Ghost to przede wszystkim fenomen szwedzkiej sceny muzycznej, bo jak wiele innych zespołów stamtąd, ma tą wrodzoną nośność, talent do pisania piosenek. I choć nie sądziłem, że kiedyś zostanę zaskoczony, to jednak nowa płyta tak zadziałała. Pomijam kwestie wizerunkowe, ale muzyka w zestawieniu z odwróconym krzyżem w logo trochę śmieszy. Bo metal pozostał daleko, daleko w przeszłości. Dzisiaj Ghost to pop rockowa kura znosząca (jeszcze…) złote jaja.Cardinal Copia

Grzegorz: Ale za to jakie jaja. Chociaż z tym popem byłbym ostrożny, bo większośc płyty to są jednak średnio nośne rzeczy, balladowe wtręty, sporo klawiszy. Nie dziwi, że koncertowy skład rozrósł się aż do 9 osób. Ten show, czy raczej teatr, musi wchodzić na coraz wyższy level.

Arek: Nie masz wrażenia, że oni jednak powstrzymywali się podczas komponowania tych numerów przed pójściem jeszcze dalej? Mam wrażenie, że niektóre tematy, melodie specjalnie stonowano, żeby nie były zbyt przebojowe…

Grzegorz: Przyjdzie i na to czas. „Rats” to przecież prawie Abba. W zasadzie, to ciężko stwierdzić, co Forge chce zrobić z tym projektem. Nie mówmy o zespole, bo tam są najemnicy, a dwie osoby, które rzeczywiście miały coś do powiedzenia, są już poza ekipą.

Arek: Dobrze skrojony projekt, to fakt… Swoją drogą, co jest w tych Skandynawach, że zawsze skręcają w stronę łagodniejszego oblicza. Mustasch, Volbeat itp. Coraz łagodniej, coraz więcej soft rocka. A przede wszystkim – czego się chwycą, to zamieniaja na dolary.

Grzegorz: Volbeat już dawno powinien przestać istnieć. Poza tym, to Dania. Nie porównywałbym. Ale mi to odciążenie Ghost jakoś specjalnie nie przeszkadza, choć poczatkowo miałem poważne opory. Bo czasem, ale to czasem, lubię trzymać muzyków za słowa. Najpierw srodze się rozczarowałem.

Arek: Mnie też nie przeszkadza, bo nigdy nie miałem jakichś większych oczekiwań względem tego zespołu. Inna sprawa, że zastanawiam się, gdzie Ghost wyląduje, i czy ten wizerunek nie zaczyna im trochę ciążyć. Przecież odkrycie ryja Cardinala jest już jakimś sygnałem. Może następnym razem zagrają w rytmie techno z odsłoniętymi przyłbicami (śmiech). Ale to oczywiście mała złośliwość. W rzeczywistości doceniam konsekwentnie budowany wizerunek i fakt, że przebili się z tym poza scenę metalową. Może teraz pozostaje tylko występ na Eurowizji. Lordi już przetarł szlaki…

Grzegorz: Lordi, a teraz Węgrzy, którzy grali djent i doszli do finału. Ale tego ryja już dawno wszyscy widzieli, z tym, że karawana musi jechać dalej. Jest zatem Cardinal Copia, którego imię dziwnie pasuje do treści płyty.

Arek: Ok, wróćmy do samej płyty – w sumie to taki „przyjemny rock do samochodu”. Nie przeszkadza, nie absorbuje nadmiernie, a przebojowymi refrenami, koi nerwy. Ale to chyba nie jest dla Ghost dobra recenzja…

Grzegorz: Ja tam w ten klimat wsiąkłem, ale trzeba było czasu, chyba aż za dużo jak na ten zespół. Za takie „ProCardinal Memoria” niejeden dałby się pokroić.

Arek: Talent do pisania lekkich piosenek mają, tego nie można im odmówić. Pytanie – czy ta muzyka bez wizerunku, obdarta z kiczowatej w sumie otoczki, nadal zwracałaby uwagę?

Grzegorz: Zwraca, tylko nazywa się Magna Carta Cartel. I jest nawet lepsza niż Ghost.

Arek: MCC jest ok, ale oni od początku byli „normali”. Chodzi o to, czy gdyby teraz, nagle, za namową managementu, Ghost zrzuciłby szatki i maski, zmył makijaż i wyszedł na scenę tylko w towarzystwie wzmacniaczy, miałby taki sam poklask i poziom sprzedaży….

Grzegorz: Wydaje mi się, że tak. Bańka jest napompowana tak mocno, że band spokojnie obroniłby się i bez tej otoczki. Tak samo jak uważam, że taki Slipknot powinien sobie te maski darować i napierdalać jak każdy inny zespoł.

Arek: No więc Ghost idzie wyraźnie w tym kierunku. Cardinal już bardziej ludzki, muzyka ugłaskana i wyprodukowana tak, że A-HA i Roxette mogą pozazdrościć. Teraz mają tylko jeden problem – muszą się zdecydować, czy nadal chcą się umizgiwać do metaluchów, czy wypłynąć na szerokie wody, ostatecznie zrywając z przeszłością. A tu już nie jestem pewien, czy mają aż taką odwagę.

Grzegorz: Wbrew pozorom, w świecie metaluchów mają się jak pączki w maśle. To jeden z niewielu zespołów, który zadaje kłam twierdzeniu, że w tej branży nie ma pieniędzy. Jest ich mnóstwo, wystarczy po nie sięgnąć, pisząc dobre piosenki. A w tej materii są na czele peletonu. I to już prawie 10 lat!

Arek: Czy zatem uznajemy nową płytę za najlepsze dokonanie cardinala&nameless ghouls?

Grzegorz: Nie, bo „Meliora” cieszyła mnie bardziej, a „Infestissumam” katowałem przez kilkanaście tygodni. Głównie ze wzglęu na to, że to był (wciąż…) heavy metal. Nową uznajmy za pewien restart. Kolejna płyta – o ile powstanie, bo wcale nie musi, wszak różne rzeczy dzieją się na rynku – albo wywinduje ich na poziom koncertów w halach albo wprost na stadiony.

Arek: Mnie cały czas jednak mierzi ten rosnący rozdźwięk między satanicznym sztafażem a muzyką. Czyżby zmierzali w stronę, powiedzmy, Danzig? Jeśli tak, to zaczynam mieć obawy…

Grzegorz: Raczej Kinga Diamonda z przymrużeniem oka.

Arek: Wiesz, tyle, że King nadal pozostaje stricte metalowy a Ghost w niektórych momentach nowej płyty nie jest nawet rockowy i nie jest to bynajmniej zarzut.GHOST

Grzegorz: Ale Tobie się to powinno podobać. Przecież nie lubisz już metalu.

Arek: Oczywiście, tyle, że obiektywnie – jeśli to możliwe – zastanawiam się nad tym, na ile te zmiany są naturalne a na ile przemyślane i czy zdają sobie sprawę, że wkraczają jednak w moment kariery, kiedy łatwo jest zaliczyć potknięcie.

Grzegorz: Forge mówił, że te piosenki nie byłyby takie jakimi są, gdyby nie producent, który był z nim w studio. Mogę w to uwierzyć, bo z jednej strony w tym gościu nadal tkwi dusza metalowca, w końcu chce nagrać klasycznie death metalowy album, a z drugiej, rockmana, showmana, i fana dobrych melodii.

Arek: No właśnie – przecież wiadomo, że nie da się tego pogodzić i ciągnąć dwóch wozów, bo to doprowadzi tak czy inaczej do katastrofy. Dlatego zastanawiam się, w którą stronę pójdą i to jest ciekawe.

Grzegorz: W jaką by nie poszli,  pozostaną fenomenem, wielbionym przez miliony. U mnie jak na razie niezmiennie są jednym z najlepszych zespołów ostatnich lat. Pojawili się znikąd, nagrali świetne płyty, w dodatku wydane w niezbyt dużych labelach, a jednak coś zażarło i grają to przed Maiden, to przed Metallicą i wszystkim to pasuje.

Arek: Czyli: produkt, czy przyszłość muzyki? (śmiech)

Grzegorz: Na razie doskonały produkt, z aspiracjami aby ciągnąć ten rockowy wózek gdzieś dalej.

Rozmawiali Grzegorz Pindor i Arek Lerch