GHOST – Bad Obsession (Thrashing Madness)

Tak się złożyło, że Ghost był pierwszym zespołem jaki widziałem na żywo. Działo się to bodajże w roku 1993, kiedy otwierali gdański koncert zespołów Vader i Proletaryat.W każdym razie tak podpowiada mi pamięć, ale jeśli mieszam fakty, to wybaczcie, bo jednak trochę czasu minęło. Z samego koncertu niestety, niewiele pamiętam, oprócz ogólnego wrażenia, że był fajny i szoku pierwszej w życiu konfrontacji z muzyką w warunkach klubowych. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że wybierając się na koncert metalowy mogę stać się ofiarą kradzieży, pobicia, bądź też przyjąć na siebie płyn wydalony z żołądka osobnika spożywającego zbyt duże ilości alkoholu. Większość z tych atrakcji szczęśliwie mnie ominęła, ale stanowiły one nieodłączny element takich imprez w tamtych czasach. Przyznam szczerze, że aż tak bardzo za tym nie tęsknię, nawet jeśli o większości tego rodzaju sytuacji opowiadam dzisiaj z uśmiechem na twarzy.

Miło za to wraca mi się myślami do czasów, kiedy współtworzyłem magazyn Blackastrial, a jednym z moich redakcyjnych kolegów był Krzysiek Dobrowolski, który przewinął się przez zespół Ghost w późniejszym etapie jego działalności. Blackastrial furory na rynku może nie zrobił, ale jego krótki żywot obfitował w wiele fajnych sytuacji, które nie mogłyby się wydarzyć bez udziału tworzących go ludzi. I tutaj duży ukłon w stronę Krzyśka, który zawsze przynosił z sobą ładunek pozytywnej energii.

Starczy już jednak tej prywaty, bo wypadałoby w końcu napisać coś o muzyce zawartej na recenzowanej tu płycie. Muszę powiedzieć, że na dzień dzisiejszy nagrane w 1993 roku demo „Bad Obsession” nadal robi bardzo dobre wrażenie. Może nawet większe niż kiedyś i z tej perspektywy wydaje się, że był to materiał trochę niedoceniony. Nie brakuje tu świetnych riffów, gitarzyści grają zawodowo, sekcja rytmiczna od czasu do czasu łoi w morderczych jak na tamte czasy tempach, a i wokalista nieghost band pozostaje nikomu dłużny, rycząc z adekwatną do sytuacji dozą wkurwienia. Cieszy klarowna, a jednocześnie dość zadziorna produkcja tego materiału, ze szczególnym naciskiem na oryginalnie brzmiące gitary. Z pewnością nie są to nagrania, które zmieniły losy świata, ale jeśli ktoś lubi death metal, to znajdzie tu więcej miłych dla ucha dźwięków niż u większości młodych zespołów, które kreuje się dzisiaj na gwiazdy tej muzyki. Bo tutaj się gra, a nie improwizuje, popisuje, albo buczy.

Na deser mamy jeszcze na tej płycie dwie wcześniejsze demówki Ghost, które urzekają garażową produkcją i tytułami takimi jak „Morderca”, „Bramy piekieł” czy „Czeka cię śmierć”. Pochodzą one z jeszcze dawniejszych czasów, kiedy śpiewanie po polsku było czymś normalnym i nikt nie zastanawiał się, czy nie jest to przypadkiem grafomania. Chodziło o odpowiedni klimat i dobrą zabawę, a nie o to, żeby podobało się to normalnym ludziom. I tych nagrań też bardzo fajnie się dzisiaj słucha.

Na koniec warto wspomnieć o tym jak to wszystko zostało wydane. Nie dość, że wykopano tutaj materiały niedostępne wcześniej w formacie CD, to jeszcze zaopatrzono je w starannie przygotowaną, grubą książeczkę z reprodukcjami oryginalnych okładek, masą archiwalnych zdjęć i wspomnieniami muzyków i znajomych zespołu. Widać wielką pasję włożoną w przygotowanie tego wydawnictwa i w tym miejscu należy pochylić czoła przed pasjonatami takimi jak Leszek z Thrashing Madness, który firmuje je logiem swojej małej, ale prężnej wytwórni. Bez takich ludzi świat byłby na pewno smutnym miejscem.

Michał Spryszak

Cztery i pół