GALLILEOUS – Stereortip (Musicom)

Wodzisławski Gallileous powraca z kolejną płytą, która pokazuje, że najważniejsza w życiu jest konsekwencja i determinacja. Bez nich, ale też bez wielkiej miłości do hałasu, metalu, rocka i stonera nic by się nie wydarzyło. A wydarzyło się całkiem sporo, zatem, czas sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi…

Trzeba było długiej drogi i masy pracy, by wyjść z funeral doom’owej niszy, z jaką zespół był kojarzony. Każdy kto choć trochę siedzi w temacie wie, że gdzie jak gdzie, ale w Polsce odklejenie raz przypiętej łaty jest cholernie trudne, zresztą, w wywiadzie Tomek sam przyznaje, że nawet dzisiaj zdarza się dziennikarzom powtarzać na temat zespołu totalne bzdury. Zatem – praca. Długa i żmudna, by wreszcie na etapie „Necrocosmosu” zespół zaczął być kojarzony z ciekawym, psychodeiczno – stoner’owo – tripowym graniem. Metal jest nadal, ukłony w stronę hard rocka jak najbardziej. Czego brakowało? Jakiegoś świeżego powiewu. I tym okazała się wokalistka, która wniosła do zespołu nowe spojrzenie, świetne melodie, kierujące muzykę na zupełnie inne tory. No i wreszcie zatrybiło.gall2

Przyznam, że w ostatnich czasach raczej rzadko goszczę w takich muzycznych rejonach, ale muszę przyznać, że oferta Gallileous jest dzisiaj godna uwagi. Jasne, nawet jeśli muzycy się do tego nie przyznają moda na retro granie, popularność takich zespołów jak Blues Pills jest tu bardzo pomocna, choć na swoją estymę pracują na tyle wytrwale, że nie można im w żadnym razie zarzucić koniunkturalizmu. Kompozycje na „Stereotrip” uległy uproszczeniu, przez co powolutku zbliżają się do formy piosenkowej, co zapewne pozwoli zaistnieć w świadomości szerszego odbiorcy. Dodatkowo, wykorzystanie ewidentnie stonerowych elementów (rytmika, niektóre riffy) powoduje, że słucha się tego całkiem przyjemnie, szczególnie w tych momentach, kiedy przystępność formy miesza się z lekkim posmakiem doom metalu. Dodatkowym elementem, który robi na mnie duże wrażenie, jest oszczędność aranżacyjna. Na tej płycie każdy dźwięk, każde uderzenie w bęben czy muśnięcie strun ma swoje miejsce i sens. Odessanie zbędnego lukru powoduje, że niemal fizycznie czuje się esencjonalność tych kompozycji. Żadnego zbędnego dźwięku. Zwięzłość materiału w zderzeniu z chwytliwością powoduje, że Gallileous może spokojnie zagrozić takim tuzom jak Corruption, kwestia, gdzie tak na prawdę zmierzają, skoro w wywiadzie mój rozmówca przyznaje, że to nie koniec, ale co najwyżej kolejny etap podróży. Powodzenia na kosmicznych szlakach zatem…

Arek Lerch

Zdjęcie: Marcin Pawłowski (rockmetal.pl)

Cztery i pół