FUNERAL – Oratorium (Grau Records)

Choć kapel o tej nazwie jest wiele, tak naprawdę jest tylko jeden Funeral. Pochodzi z norweskiego Drammen i w listopadzie 2012 wydał swój szósty album studyjny. Mimo, że z oryginalnego składu został tylko perkusista Anders Eek, który założył zespół dwie dekady temu, pogrzebowy doom metal, którym debiutował na płycie „Tragedies”, nie różni się radykalnie od najnowszego „Oratorium”.

Kłamstwem byłoby jednak powiedzieć, że Eek robi od lat wciąż to samo. „Oratorium”, podobnie jak wydany w 2008 album „As The Light Does The Shadow”, ma niezwykle dopieszczone, nowoczesne brzmienie, które doskonale pasuje do tych patetycznych, nostalgicznych i przygnębiających kompozycji. Produkcja to niewątpliwie silna strona Funeral. Zdecydowanie bardziej czytelna i klarowna, niż duszne i klaustrofobiczne nagrania Evoken czy Esoteric. Pojawiają się symfoniczne orkiestracje, klawiszowe tła, a przede wszystkim dużo czystych, harmonijnych wokali, gdzieniegdzie tylko przerywane growlingiem.

Biorąc pod uwagę fakt, że dwóch muzyków z oryginalnego składu Funeral popełniło samobójstwo, żałobny charakter tej muzyki jest całkowicie uzasadniony. Siedem długich, majestatycznie wlokących się utworów, składających się na „Oratorium”, to uczta dla wielbicieli takich przyprawiających o sezonową depresję kapel, jak Pantheist, My Dying Bride czy Skepticism. Siedemdziesiąt pięć minut, które Norwedzy zaserwowali na swoim najnowszym krążku to prawdopodobnie nienajlepszy lek na jesienno-zimową chandrę, chyba, że ktoś chce skończyć jak wspomniani wyżej muzycy Funeral.

Funeral nie uprawia muzyki łatwej i nadającej się do szybkiej konsumpcji. Nie można im jednak odmówić umiejętności komponowania dobrych melodii i klimatycznych aranżacji. Ich twórczość nigdy nie zdobyła i pewnie nigdy nie zdobędzie wielu słuchaczy, ale w tej specyficznej dziedzinie są bezkonkurencyjni i godni wszelkich pochwał.

 Adam Drzewucki