FUCK YOUR SHADOW FROM BEHIND – Freigeist (Bastardized)

O tym, że metal core to już raczej przekwitła wiśnia, wie każdy przedszkolak. Nie każdy jednak wie, że od czasu do czasu lubię sobie zarzucić taki styl i posłuchać, co nowego wymyślili w tym gatunku. Teraz wałkuję Fuck Your Shadow From Behind i wiem, że podstawą dobrego marketingu jest przykuwająca, artystyczna okładka i dobra nazwa.

Ten zespół posiada te atuty, pozostaje więc przejść do muzyki. Założony całkiem niedawno, bo w 2007 roku zespół prezentuje wydaną w początkach bieżącego roku płytkę, która mimo kilku miesięcy na karku nadal robi na mnie niezłe wrażenie. Od razu jednak zastrzeżenie – nie ma na tym krążku ani jednego, nowatorskiego dźwięku, pomysłu, który wysadzi z butów muzyczną scenę. Grupa, jak na mój gust, bardzo wyraźnie podąża tropem War From A Harlots Mouth i już to wróży im całkiem nieźle, bo inspiracje moim ulubionym zespołem nowej fali niemieckiego hc/metalu są jak najbardziej nobilitujące. Podstawą jest gniotący, deathcore’owy wyziew – straszliwie ciężkie gitary, ryk wokalisty nie pozostawiają złudzeń, brutalne breakdowny rzucają na glebę, a blasty o dziwo nie irytują, ale pięknie punktują co szybsze riffy gitar. Jest dobrze, mechanika z oczu patrzy, jednak zespół przemycił sprytnie kilka elementów, które są tu szczyptą soli, dodającej wyszukanego smaku. Są to np. lekko jazzrockowe wtręty (np. w „Es War Die Zeit”), sympatyczne użycie sampli (min w „Das ErloschenDer Qual”). Gdzieś tam kłaniają się bardzo nisko Heaven Shall Burn (posłuchajcie wolniejszych fragmentów „Verse Der Freiheit”). Może mogli sobie darować ckliwe wjazdy w stylu aranżacyjnych niuansów w „Zwielicht”, ale nie można mieć wszystkiego. Od czasu do czasu pojawiają się perkusyjno – gitarowe unisona, na szczęście, nie nadziałem się na żaden fragment, który nieszczęśliwie mógłby się kojarzyć z Szwecją, co jest chyba największym grzechem takich zespołów. O dziwo, Faki unikają mielizn, choć death metal w ich wykonaniu nie jest specjalnie oryginalny a i technicznych rzeczy słyszało się więcej. Podsumowując, sprawna to załoga, która umiejętnie balansuje na granicy gatunków, spajając pozornie dość nie znoszące się style zgrabnymi aranżacjami i choć nadal jest to jedynie dość siłowa napierdalanka, mogę od czasu do czasu przyjąć do wiadomości istnienie takich właśnie zespołów. Oby na następnym krążku wymyślili coś jeszcze bardziej swojego i będziemy mieli całkiem zgrabnych następców lekko przygasających niemieckich tuzów metalcore’a.

Arek Lerch 3,5