FRONTSIDE – Zniszczyć Wszystko (Mystic)

Czołowy, polski przedstawiciel zmetalizowanego hard core’a, albo też death metalu z hard core’owym resorem przywalił kolejną porcją betonowych brzmień. Tym razem okraszoną wyjatkowo smutnym przekazem…

Być może nie którzy z Was już roześmiali się na grobowe zawołanie, otwierające nową płytę. Faktycznie, „Zniszczyć Wszystko” brzmi tyleż groźnie, co… nieco pretensjonalnie. Jednak w sumie tak jest tylko na chwilkę, bo kiedy wchodzą kolejne teksty, staje się jasne, że tym razem zespół faktycznie pokazał swoje najmroczniejsze, smutne i pozbawione złudzeń oblicze. Trudno mi się w tym miejscu ustosunkowywać do wynurzeń lidera zespołu, jednak musiał on mieć raczej ciężkie ostatnie lata życia, bo szukanie jakiejkolwiek dawki optymizmu w lirykach nowej płyty przypomina poszukiwania racjonalnego myślenia u stadionowego kibola. Na szczęście, jeśli nie chcemy do końca zdołować się przekazem, pozostaje muzyka. A ta jest tym razem chyba najlepiej wyprodukowanym kawałkiem, jaki stał się kiedykolwiek udziałem Frontside. Muzyka miażdży od pierwszych dźwięków, przewala się niczym burza, gniecie jak walec i wali po ryju z siłą zawodnika wagi ciężkiej. Nie ma przebacz, wokalne liryczności (tak, tak, nadal są…) sprowadzają się bodajże do kilku fragmentów. W pozostałych częściach dominuje groźny growl i ołowiane riffy, wspomagane sprawną jak zwykle i mielącą równo sekcją rytmiczną. Być może mamy do czynienia z najlepszym krążkiem sosnowieckiej formacji, jednak, jeśli mam być szczery, brakuje mi tu choćby jednego wątku, przynoszącego coś nowego, zaskakującego, intrygującego. Jest zaś ściana dźwięku, gryzący wyziew deathcore’owy, który… faktycznie, niczym wspomniane liryki, niszczy wszystko. I w tym miejscu w zasadzie zakończę swoje wynurzenia, bo każdy, kto lubi hałas wagi ciężkiej, od czasu do czasu może zapodać sobie jakąś tam dawkę Frontside’owych młócek. Bo sprawne to, dobrze zagrane i fajnie zaaranżowane, jednak nic ponadto, do czego zespół nas przyzwyczaił, tutaj się nie znajdzie. Może to i dobrze, a może nie do końca… Na razie można delektować się brzmieniowo – tekstowo – graficznym monolitem, który owszem, zabija, ale tak bardziej fizycznie niż artystycznie…

Arek Lerch

Cztery