FREEDOM – USA Hardcore (Triple-B Records)

Hardcore jeszcze nie umarł i wie o tym każdy, kto w ciągu ostatniego roku słyszał choćby Turnstile a z innej beczki Basement czy Landscapes. W tej muzie dzieje się na tyle dużo i tak różnorodnego, że jeszcze długo będzie o czym pisać. Zespołem, który zdecydowanie zasługuje na kilka słów, jest amerykańska formacja Freedom, która obok Power może się pochwalić jednym z najbardziej wkurwionych wydawnictw 2015 roku.

„USA Hardcore” to bodaj najbardziej wymowny tytuł albumu jaki ostatnio słyszałem. Clue zawarte na szpetnej jak klozetowa okładce, w połączeniu z zawartością albumu daje nam obraz biedy i wkurwienia trapiącego przeciętnych Amerykanów. Wbrew pozorom, nie ma im czego zazdrościć i dokładnie o tym jest ten album. Standardowe kwestie społeczne – check, napinka na rząd – jest, bieda – jest, ubóstwo – jest, wkurzenie na brak mocy sprawczej, mogącej poprawić własną kondycję psychiczną i finansową – jak najbardziej. Innymi słowy, hardcore w pigułce, do tego zagrany na mocno punkową modłę z subtelnymi wycieczkami w stronę raczej mało wymagającego metalu. Po prostu long Freedom jest ciosem w ryj i to takim z ramienia Kliczki niż przeciętnego zawodnika MMA. Wystarczy odpalić to GŁOŚNO, aby wiedzieć o czym piszę, knockout gwarantowany.Freedom Band

Krążek ma jednak kilka zasadniczych wad. Primo – „USA Hardcore” jest najbardziej kwadratową, chamską i niechlujną płytą jakiej miałem w tym roku przyjemność posłuchać. Absolutnie żaden z muzyków, może poza gitarzystą, który wymiótł aż jedną porządną thrashową solówkę, nie wie co może wycisnąć ze swojego instrumentu. Wygar i prostota są w porządku, ale trzeba znać umiar i mam nadzieję, że przy następnej płycie, ep-ce, czymkolwiek, w tej materii nieco się poprawią. Secundo – ten kto siedział za gałami postawił sobie za cel dopieszczenie tego materiału tak, jakby był nagrany na przysłowiową setkę. Zresztą, cholera ich wie, może nagrali to „z łapy” i temu odnoszę wrażenie, że to banda szaleńczo niewyżytych kolesi walących w instrumenty?

Jeśli powyższy akapit masz w dupie, poniekąd słusznie, słuchaj tego albumu głośno i ze środkowym palcem podniesionym w górze. Moshujesz do Rude Awakening, lubisz Warcharge i kochasz punk rock? Ten album jest dla Ciebie i pamiętaj – w życiu jest na kogo się obrażać, ale na pewno nie na Freedom.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół