FORGOTTEN TOMB – Under Saturn Retrograde (Agonia Rec.)

Zły moment wybrali na premierę swojej płyty… Gdyby świat zmierzał w stronę zimy, „Under Saturn Retrograde” byłby idealnym soundtrackiem a tak, trochę gryzie się z aurą. Wszystko wokół budzi się do życia a Forgotten Tomb po raz piąty chce zamrozić swoimi dźwiękami każdego, kto odważy się sięgnąć po najnowszy krążek depresyjnych, włoskich black metalowców.

Smutne dźwięki zawsze miały w Polsce duże wzięcie, mam więc nadzieję, że i dla FT znajdzie się nad Wisłą miejsce. Tym bardziej, że jeśli chodzi o łzawe granie, Włosi nową płytą plasują się na samym przedzie peletonu.

Przede wszystkim muzyka, jaką zawarli na swojej piątej płycie brzmi doskonale, łącząc potęgę Paradise Lost z ponurym wizjonerstwem My Dying Bride, nie zapominając o czymś zupełnie własnym. Tym czymś jest zapewne szczypta black metalowego jadu, jaki jest chyba integralną częścią muzyki Forgotten Tomb. Infekuje on gitarowe riffy, dodając jeszcze większego, smolistego mroku kompozycjom. W tej kategorii umieścić można „Reject Existence”, prosty i wciągający „Shutter”  czy „You Can’t Kill Whos Already Dead”. Jednak to nie te kawałki stanowią o sile płyty. Osobiście polecam mini – prawie – suitę, czyli dwie części kawałka tytułowego. Pierwsza część zaczyna się zaskakującym i rozdzierającym blastem, zaś druga to już symfoniczny rozmach, akustyczne granie i świetny, patetyczny finał. Równie doskonale przedstawia się „Joyless”, brzmiący niczym zderzenie Paradise Lost z Sisters Of Mercy, gdzie dobrze sprawdzają się niemal eksperymentalne partie klawiszowe.

Nie będę udawał, że powstała całkiem oryginalna płyta. Składniki, z jakich korzystają muzycy, są dość dobrze znane i często w sumie wykorzystywane przez poszukiwaczy dźwiękowej melancholii. Forgotten Tomb udało się jednak zestawić je w kilku miejscach w dość ciekawy sposób, co owocuje świeżym spojrzeniem na muzykę. Brak odkrywczości w tym przypadku nie powinien nikomu przeszkadzać, bo zespół spełnia swoją podstawową misję – całkiem przekonująco wciąga w mroczny świat i pozwala przez pięćdziesiąt minut zapomnieć o otoczeniu. A to spora sztuka.

Na koniec jeszcze słowo o kowerze The Stooges „I Wanna Be Your Dog” – zdziwicie się, jak świetnie ten kawałek wpisał się w autorską muzykę FT. Albo The Stooges są tak ponadczasowi, albo Włosi tak sprawni w adaptacyjnym procederze, sami wybierzcie…

Arek Lerch