FORGOTTEN SOULS – Sirius 12 (Mighty Music)

Zastanawiam się nad tym czy nadal upłynęło za mało wody w Wiśle by przestać wrzucać ten zespół do szufladki z napisem gothic/doom? Może i wczesne oblicze Forgotten Souls miało ciągoty w takim właśnie kierunku, ale dziś formacja bliższa jest połamanej, technicznej i do tego jeszcze bardzo nowoczesnej szkole death metalu, a że jest w tym całkiem dużo klimatu? No cóż, ja się nie czepiam. „Siruis 12” nie jest może materiałem, który sprawi, że kolejnej płyty tego bandu będę wypatrywał z utęsknieniem, ale na ten moment płyta przykuła moją uwagę na więcej niż chwilę a to już coś.

Forgotten Souls to dziś zespół, który gra muzę niełatwą w odbiorze. Mimo, że jest w tym graniu sporo elementów klimatycznych, mam wrażenie, że swoistym fundamentem jest tu dualizm, bo większość partii instrumentalnych jest wręcz niemożliwie połamana. Już pierwszy, otwierający płytę „The Flight” to esencja stylu zespołu w pigułce – słyszymy tu (co prawda jedynie przez chwilę…) blasty, połamaną, niemal matematycznie złożoną pracę gitar, elektronikę i różnorodne wokale (growle, skrzeki, śpiew, deklamacje). Oprócz stosowania bogatej palety środków wyrazu, zespół łączy elementy w bardzo udane kompozycje; praktycznie każdy numer ma własny puls, dramaturgię i oprócz świetnej techniki własnego ducha. Co chwila zmieniające się tempa nie pozwalają na nudę, nawet gdy do głosu do chodzi lżejsze, niemal rockowe granie, to i tak przemieszane jest z mocniejszymi akcentami w sposób tak precyzyjny, że chociaż tych lżejszych akcentów na „Sirius 12” jest całkiem sporo, nie sposób nazwać płyty cukierkowatą czy lekką.

„Sirius 12” to bardzo interesująca propozycja dla fanów bardziej klimatycznych i jednocześnie nowoczesnych odmian hałasu. Jest to bardzo specyficzna mieszanka metalu, elektroniki i nawet rocka, złożona w formę koncept albumu, który zaczyna się swoistym wstępem, rozwija, osiąga finał i gaśnie wraz z „Outro”. Cały czas utrzymując więź pomiędzy poszczególnymi odsłonami, cały czas utrzymując napięcie, zespół zbudował materiał, którego słucha się z ciekawością. Mimo tego, że co najmniej kilka razy cisnęły mi się na usta pewne porównania, są to jedynie akcenty i krzywdzące byłoby przypinanie Forgotten Souls łatki zespołu inspirującego się grupami x czy y. Czwarta, duża płyta Forgotten Souls to rzecz dla bardzo specyficznego odbiorcy lecz rzecz na tyle dobra, że każdy powinien docenić jej jakość.

Wiesław Czajkowski

Cztery