FETO IN FETUS – Condemned to the Torture (Black Team Media/ Green Lungs Records)

Feto In Fetus to zespół, który pokonał bardzo długą drogę. Od jednego z wielu brutalnych bandów hałasujących w głębokim podziemiu do zespołu, który dzisiaj atakuje materiałem bez kompleksów stającym w szranki z najlepszymi grind/death wyziewami jakie ukazały się w tym roku. Im dłużej słucham „Condemned…” tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, które prezentuję wyżej. Drugi krążek Feto to płyta, która urywa głowę w mgnieniu oka.

Płytę rozpoczyna utwór, który znamy z pilotującej album ep-ki „Mortuary” – ten trwający nieco ponad minutę strzał doskonale ukazuje kierunek w jakim będzie podążał Feto In Fetus na tej płycie. Po takim wstępie nie może być już mowy o odwrocie i z każdym kolejnym numerem zespół stara się przyłożyć z jeszcze większą siłą, ugryźć tak by bolało bardziej a krew tryskała na wszystkie strony. Cholernie podoba mi się, że Feto In Fetus ustawiając się w szeregu zespołów grających bardzo technicznie zagraną, klasyczną w sumie mieszankę grind core i death metalu kładzie w swojej twórczości nacisk na kilka aspektów, które zdecydowanie wyróżniają go na tle innych. Pierwszą kwestią, która zwraca uwagę jest bardzo dobrze wyeksponowana dynamika i to zarówno na płaszczyźnie poszczególnych kawałków jak i całego albumu. Numery oparte są na pełnych werwy, mieniących się co chwila tempach, które napędza świetna gra bębniarza. Doskonałe, niesamowicie gęste blasty przeplatają się tu z bardziej kombinowaną, pomysłową grą, która sprawia, że nawet zdawałoby się prosty, grindowy strzał ma w wykonaniu Feto In Fetus drugie dno, którym często jest właśnie bardzo interesująca praca sekcji ze zdecydowanym wskazaniem na bębny. Jednak nawet najlepsze kompozycje nie tworzyły by tak dobrej całości gdyby nie brzmienie jakie zespół uzyskał w studio. Nie wiem, może to kwestia tego, że nad tą płytą pracował gitarzysta Michał i jako człowiek z zespołu doskonale wiedział co chce uzyskać, ale fakt jest taki, że „Condemned…” brzmi tak jak powinien – bardzo ciężko, brutalnie a nade wszystko bardzo selektywnie i dynamicznie.

Drugi album Feto In Fetus wyróżnia się również tym, że mimo chorobliwej wręcz brutalności nie zanudza słuchacza męczącą na dłuższą metę nawałnicą blastów. Dodane ze smakiem przerywniki dają słuchaczowi trochę oddechu, nawiązując do kina grozy, sprawiają, że materiał przestaje być jednowymiarowy. Mimo, że takie rozwiązania są mocno oklepane tym razem niemal idealnie pasują i uzupełniają dźwięki jakie serwuje nam zespół.

„Condemned…” to w moim osobistym odczuciu jedna z lepszych płyt jakie w tym roku ukazały się na scenie brutalnego grania ( i nie mam tu na myśli tylko polskiego podwórka). Album ten śmiało można postawić na półce obok najnowszych wydawnictw Antigamy, Mumakil czy Squash Bowels.

Wiesław Czajkowski

Pięć