FEHLER – Dissona (Hammerheart Records)

Z Holendrami z Fehler spotykam się po raz pierwszy  i przyznaję, że jest ten miting całkiem udany. Wprawdzie w 2012 roku muzyka proponowana przez zespół nie nosi w sobie grama oryginalności ale fajnie buja i zapewnia kilka minut przyjemnego transu.

Zespół ma na koncie dwie (licząc najnowszą) płyty, zagrał sporo koncertów z tuzami alternatywnego metalu, zapożyczył drugiego gitarzystę i promuje właśnie najnowsze dzieło „Dissona”. Pomijając materiały prasowe, w których aż roi się od porównań do monstrualnej ilości zespołów, trzeba przyznać, że muzyka może intrygować. Mamy tu do czynienia z miksem sludge metalu, hardcore’a i transowego niemal klimatu. Zespół kupił mnie tym, że rozgrywa swoje kawałki z wprawą pokerzysty i zamiast gonić na złamanie karku, zadaje długie, wolno rozwijające się kompozycje.

Z jednej strony mamy tu mocno wstrząśnięty hard core z piaszczystym sludge w „Revelations”, Fehler potrafi też przywalić szybszym, lekko death’n’roll’owym „Vanity”. Ciekawie jest w „Plagues&Stranglers”, gdzie wolny walec uzupełniony został o świetne, dysonansowe gitary w tle. Najlepiej robi się jednak wtedy, gdy grupa porzuca bardziej nerwowe dźwięki i zanurza się w monumentalnych, odrealnionych i hipnotycznych klimatach, ciekawie kontrastujących z niemal black metalowymi popisami wokalnymi. Pierwszy raz odleciałem przy „Affleuenza” – to ponad 7 minut przyczajonego, złego transu. Pozorny spokój skrywa mroczne tajemnice, czuję klimat Luizjany, jednak w tej muzie nie ma krzty bluesa! Zespół trzyma na wodzy swoje instrumenty, skupiając się na budowaniu klimatu a nie na popisach. Znakomicie wypada końcówka płyty. Krotki hipnotyczny instrumental „Kingdoms” to wstęp do najlepszej na płycie, kończącej krążek kompozycji „Miserablist”, która pokazuje kunszt kompozytorski Fehler.

Nie powiem, że odkryłem coś nowego, bo tak nie jest, zawsze jednak z uznaniem spoglądam na grupy, które w dzisiejszych, stechnicyzowanych czasach stawiają na klimat budowany w oszczędny, umiarkowany sposób. Także brzmienie dalekie jest od współczesnych, wypucowanych produkcji, eksploatując naturalne, akustyczne możliwości instrumentów. Może poza wymienionymi kompozycjami reszta mnie do końca nie zachwyciła, jednak czuję tu spory potencjał. Fani Torche czy Kylesy i Neurosis mogą strzyc uszami.

 

Arek Lerch 4,5/6