FDS – Nagranie z Muzyką Naiwną (Malignant Voices)

Znany przede wszystkim z Massemord, Furii, Morowe czy Seagulls Insane and Swans Deceased Mining Out The Void, multiinstrumentalista Nihil, to istny Midas polskiego podziemia. Różnica polega na tym, że wszystko, czego się tknie, zamiast w złoto, zamienia się w dźwięki przesiąknięte grozą i negacją życia.

 

W powstaniu „Nagrania z Muzyką Naiwną” uczestniczył Namtar (także członek Furii) i Sars, oboje udzielający się również w Massemord. Wokalne egzorcyzmy, inwokacje i zawodzenia są dziełem tajemniczego Cienia.

Nieśmiało otwierający album, doskonały numer „Gdyby nie ta odrobina szaleństwa…”, zawiera wszystko, czym jest niepowtarzalny styl FDS. Psychodeliczna atmosfera, hipnotyczne riffy, niepokojące głosy i efekty dźwiękowe. Określenie „black metal” wydaje się nieadekwatne, zbyt płytkie i niewystarczająco pojemne. Zespół podąża zdecydowanie mniej uczęszczaną drogą, do obcego wymiaru, innego stanu świadomości. FDS dokonuje eksperymentów na słuchaczu. W „I patrzymy w gwiazdy” zostajemy zamknięci w krypcie. Po odcięciu tlenu, po przejściu na drugą stronę, przed oczami, jak w kalejdoskopie, rozlewają się obrazy, a słowa odbijają się echem. Cytując zespół: Trzeba uwierzyć, że nic istnieje i wtedy chce się odejść. Później, kiedy następują „II trzęsienie nieba” oraz „Bajania zsiniałego sumienia”, teatr przybiera jeszcze bardziej groteskową formę melorecytacji, halucynogennych brzmień i sennych temp.

W drugiej części płyty pojawiają się kolejne kapitalne kompozycje. Transowe „Trzęsienie nieba”, o bardzo wyraźnym, jednostajnym i przykuwającym uwagę tempie, to pogrzebowy hymn, przy którego akompaniamencie położyć się w trumnie to przyjemność. Absurdalny, lecz genialny w swym szaleństwie, pomysł wykorzystania bliżej niezidentyfikowanego instrumentu dętego (trąbka?), okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Kiedy następuje wieńczący dzieło „Bohomaz”, tkwimy już bezpowrotnie w sidłach FDS. Jedyny wers tekstu, który pojawia się w tym numerze: „A ja to pierdolę i siedzę na księżycu!”, łącząc czarny humor rodem z Monty Pythona i nietuzinkową aranżacją, wyśmienicie oddaje jedyny w swoim rodzaju charakter „Nagrania z Muzyką Naiwną”. Sam tytuł płyty jest nawiązaniem do sztuki naiwnej, sztuki marginesu, znanej także jako art brut, co oznacza sztukę surową, wolną od schematów.

Jeśli szukać źródeł inspiracji dla „Nagrania”, można wskazać płyty, które w pewnym stopniu korespondują z jego brzmieniem. Tu na myśl nasuwają się: „Filosofem” wiadomo kogo, Funeral Mist oraz Ulver. FDS jest poza konkurencją, ponieważ do tego, co robi, pretendentów brak. Awangarda nie wchodzi w dyskusje, nie podejmuje dialogu, po prostu jest.

 

Adam Drzewucki 5