FAUL TECHNICZNY – Wracamy do gry (Bad Look Records)

Członkowie Faulu Technicznego to muzycy nie z pierwszej lepszej łapanki, a można by rzec, że Śląscy wyjadacze. Główny motor napędowy i sprawca całego zamieszania, Owiec, były wokalista Testera Gier i Świniopasa powołał ten hord w celu grania prostego, chamskiego hc/punka, który w zamyśle powinien być policzkiem dla sprzedawczyków, scenowych fałszywców i wielbicieli gitarowej gmatwaniny. Miało być szybko, prosto, może nawet nieco niechlujnie i na modłę brzmień z końca lat 80. – i cel został osiągnięty. Najprostsze środki wyrazu w połączeniu z dość specyficzną manierą wokalną Owca i nie mniej osobliwymi tekstami, a do tego w parze z niemal topornym łojeniem (numery po nieco ponad minutę, przysłowiowe trzy riffy na krzyż) dla wielu będą balsamem dla uszu, a dla jeszcze większego grona kompletnie niestrawną koniną. Co mogę rzec, należę do tego pierwszego grona, i jak zawsze wspieram śląski hc/punk. Tak trzeba. Z zasady i sympatii do lokalnej sceny.

Debiutancki materiał Faulu Technicznego ma oczywiście drobne wady, choćby fakt, iż te dwanaście minut ciężko nazwać pełnoprawnym albumem, co najwyżej ep-ką. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, i jak bardzo lubiłem Świniopasa głównie za crossoverowy sznyt, nowy ansambl cenię przede wszystkim za naturalność i odwołania do grup pokroju Rotting Out czy Slumlords. Zresztą, panowie głośno krzyczą, że „nic tu nie jest ściemniane” – i ja im wierzę. Mało tego, te niezbyt wesołe pieśni o upadku sceny pełnej muzycznego szamba a’la Lej Mi Pół, któremu zadedykowano jedną pieśń (a gdzie hymn na cześć Nocnego Kochanka?!), szarości życia napędzanej pogonią za pieniądzem i zwykłego, wszechobecnego ludzkiego skurwienia, są wystarczająco wymowne aby się z nimi utożsamiać. Nie są to diagnozy Fakira, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie, choć mimo wszystko z dużym przymrużeniem oka. Kontynuując wątek wad, jak na materiał z Satanic Audio, nie podoba mi się samo brzmienie. Biorąc pod uwagę renomę studia, „Wracamy do gry” rozczarowuje, przede wszystkim w kwestii sekcji rytmicznej. Bas mógłby być nieco głośniejszy, a bębny – nieco bardziej selektywne. Najgorzej jest w momentach quasi-blastów, wtedy rugałbym albo pałkera, albo realizatora. Wiem jednak, że taki był zamysł i chuja się znam, ale mocno psuje to odbiór tego wydawnictwa.FT

Na koniec o plusach. Cieszy sam fakt szybkiego ogarnięcia tematu przez śląski kwartet, tym bardziej, że z miejsca, oprócz ton merchu, pojawił się kontrakt w Bad Look Records i pokaźna ilość koncertów, których przecież wedle zapowiedzi nie miało być tak wiele. Okazja do sprawdzenia tego materiału na żywo, a przede wszystkim, odśpiewania szlagierów pokroju „Gta” nadarzy się już 6 lutego, kiedy to w Katowicach odbędzie się oficjalne release party płyty. Sprawdzimy czy aby na pewno polski hc/punk jest na to granie gotowy.

Grzegorz Pindor

Trzy i pół