FASTKILL – Bestial Thrashing Bulldozer (Pulverised)

Pierwszy raz ze skośną ekipą Fastkill spotkałem się przy okazji ich trzeciego demo – „Total Thrashing Massacre” ponad dekadę temu. Demo, jak demo – brzmiało całkiem przyzwoicie, choć nie oferowało mojego ulubionego rodzaju thrash metalowej łupanki. Ot, dość prosto, z niezwykle wulgarną motoryką i agresywnym wokalem.

Po przeszło dziesięciu latach właściwie nic nie zmieniło się w muzyce thrashersów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Chłopaki dalej mordują swoim ultraszybkim thrash metalem, nie zwracając uwagi na konwenanse. Na „Bestial Thrashing Bulldozer” Fastkill nie zwalnia ani na moment. Ba, tu ciężko w ogóle mówić o jakichkolwiek zejściach w rejony średnich temp – gwałt amerykańskiego thrashu na teutońskim podejściu do sprawy wylewa się z głośników hektolitrami przez bite 31 minut i 5 sekund trwania albumu. Gitary Akihiro i Jiro prują przez srebrny krążek na złamanie karku i jedynie Toshio przerywa raz na jakiś czas swój opętany wrzask, by nabrać w płuca solidny haust powietrza. I jak tu się do czegoś przyczepić? Klasyczny, rozpędzony, niezwykle agresywny thrash osadzony głęboko w klasyce lat ’80 i stylu, którym Fastkill epatuje już od ponad 15 lat. No właśnie… Czy to nie pora na zmianę? Po trzecim przesłuchaniu całe „Bestial Thrashing Bulldozer” zlewa mi się w półgodzinny jazgot gitar, w które wpleciono kłujący w uszy wrzask i kilka fajnych solówek („Terminal Disease”, „Tortured Again”) oraz cover mającego podobno kultowy status Nigarobo („Endless Game”), przy którym odnoszę wrażenie, że Fastkill na kilkanaście sekund „zwalnia”.
„Bestial Thrashing Bulldozer” to płyta z gatunku tych, przy których ekscytacja opada wraz z ilością przesłuchań. Tu nie chodzi bowiem o to, żeby wciągnąć słuchacza w subtelną grę, ale o to by zarżnąć go jak najszybciej dziesięcioma gitarowymi ciosami. Można się temu poddać kilka razy z rzędu, ale po dłuższym czasie trudno odkryć w tej płycie coś więcej, niż obłąkany, thrash metalowy łomot.

Dooban