FARBEN LEHRE – Achtung 2012 (Lou Rocked Boys)

Dowodzony przez Wojtka Wojdę zespół jest wielkim „obecnym“ polskiej sceny: punk, ska, rockowej i „popularnej”. W zasadzie od 91 roku ciągle gdzieś się przewijają, osiągnęli status zespołu rozpoznawalnego, jednak nigdy nie udało im się stworzyć muzyki, która miałaby coś w rodzaju piorunującej siły rażenia. Przynajmniej dla niżej podpisanego. Ot, solidny zespół, mający żywotność karalucha i upór byka. A to, w kontekście krajowego biznesu muzycznego rzecz godna pochwały.

 

 

Pewnie sam zespół byłby zaskoczony, dowiadując się, że drogi życiowe autora powyższych słów skrzyżowały się z ścieżkami FL na terenie studia Modern Sound w Gdyni w roku 94, kiedy nagrywana była płyta „Insekty”. Co tam robiłem i dlaczego, niech pozostanie tajemnicą. Dzisiaj sam jestem dziadkiem i mogę sobie pozwolić na ton sentymentalny, jednak nie może on przysłonić ostrego, dziennikarskiego spojrzenia na zespół. Nadal podtrzymuję, czy to się chłopakom podoba czy nie, teorię zawartą we wstępie. Z tym, że ma ona jedynie podkreślić i uwypuklić moje bardzo pozytywne zdumienie po lekturze najnowszego dzieła zespołu. A jest ono prawie doskonałe. Najpierw skupmy się więc nad słowem „doskonałe”, „prawie” zostawiając na koniec.

Na „Achtung 2012” Farben Lehre wreszcie – choć próby miały miejsce i wcześniej – wyczyścił swoją muzykę, skupiając się tylko i wyłącznie na podstawowych elementach – rytmie, słowie i melodii. Nie zapomina oczywiście, że jest zespołem punkowym, jednak tym razem dużo bliżej mu do rockowego środka, nawet w tych szybszych fragmentach. Z bardzo zdyscyplinowanej gry wyłania się spora ilość hitów, które ostatnio w moim samochodowym odtwarzaczu lecą non stop – „Achtung 2012”, wzbogacona skrzypcami „Femina” (Alians?!), reggae’owe „Anioły i Demony” czy „Pasja” ze świetnym tekstem. Jest i odpowiedni, nostalgiczny klimat („Aura”) czy psychodeliczny „Omen”. Zespół potrafi przywalić mocnym riffem – najfajniej wypada to w takim „Coś”, który rwanym stop – go gitary co żywo przypomina mi Bad Brains z okresu „I Against I”/”Quickness”. Przekonująco wychodzi też mocny manifest „Wataha” z tymi wwiercającymi się w łeb „chłopakami z Mazowsza”. W nowych numerach Wojtek całkiem przekonująco prezentuje swoje poglądy i choć nie udaje mu się uciec przed nieco patetyczno – moralizatorskimi zapędami, udanie przemyca na „Achtung…” kilka całkiem ciekawych metafor. Nowa muzyka FL to wydestylowane z wieloletniej, zespołowej materii elementy, które stanowią o farbenowym status quo, podane w oprawie godnej najlepszych, rockowych rzemieślników. Punk/ska i rock w rękach muzyków stały się tworzywem, z którego ulepili chwytliwe piosenki, bez zbędnego, instrumentalnego popisywania czy poszukiwania nowych lądów.

Właśnie – ta ostatnia uwaga wyjaśnia wyczerpująco pojawienie się gdzieś wyżej owego „prawie”. Otóż zespół – zupełnie świadomie, czego jestem pewien – rezygnuje z tworzenia muzyki na siłę oryginalnej. Wszystkie klocki, z których na „Achtung…” buduje piosenki, są znane od kilku dekad i być może właśnie dlatego tej płyty tak dobrze się słucha; niczego więcej od FL nie oczekuję.

 

Arek Lerch