EYE FOR AN EYE – Głos (No Pasaran Records)

Móc pochwalić się takim zespołem jak Eye For An Eye to wielkie szczęście. Duma rozpiera za każdym razem kiedy bielska formacja wydaje nowy materiał a gardło rozgrzewa się, aby razem z Anką krzyczeć kolejne teksty. Po bardzo udanej ep-ce „Krawędź” zespół dał sobie chwilę czasu aby skomponować nowy materiał. I słusznie bo sześć premierowych kompozycji zawartych na „Głosie” nie jest tylko uzupełnieniem dyskografii, a odświeżeniem (lub zmianą) brzmienia i dowodem, że zespół nie stoi w miejscu i (nawet jeśli tego od razu nie słychać) ciągle się rozwija.

Największe zmiany, zachodzące każdorazowo przy nowym albumie, dotyczą samego soundu. Słychać, że ten zasłużony dla sceny zespół wciąż poszukuje i mimo, iż ląduje w sprawdzonych miejscach w celu rejestracji śladów, w tej materii dzieje się naprawdę wiele. Gdyby Szymon Czech żył, pewnie byłby zadowolony z efektu jaki bielszczanie uzyskali na „Głosie”, choć mniemam, że w celu realizacji tego materiału mogli nieco poskąpić pieniążków na finalny efekt. Zresztą, nie mnie w to wnikać. Rezultat jest ciekawy, nieco brudny i bardzo surowy. Ponadto, jak wyczytałem, całość nagrano na punkową setkę więc stąd pewnie te wszystkie „zmiany”, o których wspominam. Grupa do tej pory zdążyła nas przyzwyczaić do bardziej klarownych produkcji, i ten zwrot może się wydawać sporym zaskoczeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co najważniejsze, czyli trzon muzyczny, pozostał niezmienny i EFAE nadal gra swojego melodyjnego, wściekłego hardcore/punka bez metalowych wtrętów.EFAE band

Całość trwa nieco ponad dziesięć minut i ma całkiem sporą szansę na to, aby w niedalekiej przyszłości stać się żelaznym punktem koncertów. Każdy z numerów z tej ep-ki, z naciskiem na singiel „Głos” jest kwintesencją EFAE w EFAE. Chłopy i Pani grają do przodu, ale nie jest to opętańcza młócka zbuntowanych furiatów. Każdy dźwięk „siedzi”, a kiedy pozwalają sobie na furię, nie ma w tych momentach ani krzty przypadkowości. Każdy tego typu cios jest zadawany z niemal chirurgiczną precyzją a jak zawsze genialne teksty tylko potęgują i tak dobre wrażenie. Prawdę mówiąc, ten zespół albo się kocha, albo nienawidzi. Wybór jest bardzo prosty.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery