EXTREME NOISE TERROR – Extreme Noise Terror (Willowtip)

Niektórzy twierdzą, że agresywnej muzyki najlepiej słuchać wtedy, kiedy samemu jest się wściekłym. Nie raz testowałem na sobie tę teorię i w każdym przypadku dochodziłem do wniosku, że z tego rodzaju dźwięków mogę czerpać przyjemność tylko wtedy, kiedy jestem zadowolony z życia i zrelaksowany. W chwili obecnej, kiedy ciśnienie mam nieco podniesione, muzyka Extreme Noise Terror działa na mnie jak płachta na byka i zamiast rozładowywać negatywne emocje irytuje mnie swoją przewidywalnością i prymitywizmem.

Nie tędy jednak droga. Stwierdzenie, że każdy rodzaj muzyki wymaga odpowiedniego nastroju byłoby równie odkrywcze, co riffy w otwierającym ten album „Punk Rock Patrol”. Abstrahując zatem od tego jak te dźwięki działają na mnie, kiedy przelewam te arcymądre myśli na papier, mogę z czystym sumieniem napisać, że jest to kolejny, bardzo dobry album tych weteranów crust grindowego hałasu. Gdyby zapomnieć o środkowym okresie ich działalności i wydawnictwach takich jak „Damage 381” i „Being and Nothing”, można by było dojść do wniosku, że w E.N.T. nie zmienia się nic oprócz składu. Chyba jednak właśnie tego od nich oczekujemy, bo choć krótkotrwały flirt z death metalem nie był do końca chybionym pomysłem, to ta korzenno-grindpunkowa formuła sprawdza się w ich przypadku najlepiej.

Jeśli więc mówimy o różnicach względem poprzedniej płyty, to będzie to nieco bardziej „przybrudzone” brzmienie (to na plus) i brak filmowych sampli (a tego trochę mi brakuje). Wciąż jest tu pasja i oczywiście nieco lepsze już okiełznanie chaosu niż w czasach kultowego „A Holocaust In Your Head”, choć to ostatnie też nie dla każdego musi być zaletą. I w tym momencie docieram właściwie do końca tego, co mógłbym o tej płycie napisać, bo kolejne wydawnictwo E.N.T. to po prostu kolejne wydawnictwo E.N.T. i różnica jest mniej więcej taka jak pomiędzy dwiema butelkami piwa tej samej marki. Podobnie jak w przypadku weteranów z Doom, tak i tutaj możemy za każdym razem liczyć na konkretną porcję hałasu na bardzo wysokim poziomie. Tylko tyle i aż tyle.ENT band

Pamiętam jak w latach 90. w pewnym punkowym zinie trafiłem na recenzję płyty „Retro-Bution”, w której autor narzekał, że Extreme Noise Terror podpisało papiery z „komercyjną” wytwórnią Earache, że brzmienie było zbyt wygładzone i że niepotrzebnie dograno do tych utworów solówki. Cóż, w tym kontekście „Extreme Noise Terror” wciąż z lekka trąci komercją i schlebianiem masowym gustom, ale w RMF MAXXX raczej tych utworów nie usłyszycie.

Michał Spryszak

Pięć