EXPULSION – Nightmare Future (Relapse)

A cóż to za nowi debiutanci w stajni Relapse? Grają grindcore i mają nazwę, która na terytorium tego gatunku brzmi dziwnie znajomo. A dlaczego? Ano dlatego, że Expulsion to żadni tam debiutanci. Faktycznie, „Nightmare Future” to pierwsze długogrające wydawnictwo wydane pod tym szyldem, ale stojące za nim persony z niejednego pieca chleb jadły. Jeśli na sitko wrzeszczy Matt Harvey z legendarnego Exhumed, a partie gitary prowadzącej szykuje Matt Olivio – znany przede wszystkim jako gitarzysta reaktywowanego kilkanaście lat temu Repulsion, to wiedzcie, że coś jest na rzeczy. Z reguły jestem uprzedzony do wszelkiej maści „all-star-bandów”, ale w tym przypadku wątpliwości mogłem schować do kieszeni – tacy rzeźnicy nie mogli przygotować niczego złego.

I z każdym, kolejnym odsłuchem „Nightmare Future” utwierdzam się w tej opinii. Bo jeden i drugi Matt nie kombinują, nie przebierają w środkach, nie grają metalu dla zblazowanych nastolatków z plecakami-kostkami. Zawartość debiutanckiego dzieła Expulsion to grind, grind i jeszcze raz grind. Ku mojemu najszczerszemu zdziwieniu wpływy Exhumed zostały na „Nightmare Future” właściwie pominięte. Chorobliwy pęd znany z „Gore Metal” w połączeniu z bardziej mięsistą konsystencją późniejszych płyt kwintetu z Kalifornii jest tutaj właściwie nieobecny. Z początku nieco mnie to rozczarowywało, ale jedynie chwilowo. Przy bezpardonowej sile kąsków sporządzonych przez dwóch Mateuszów nie ma co myśleć o ewentualnych usterkach. O ile Exhumed na debiucie Expulsion ciężko wychwycić, o tyle wpływy Repulsion wręcz leją się z każdego utworu. Daje to jasny komunikat, że cofamy się do zrębów grindu, czyli po staremu i skutecznie, jak zawsze. Odrzutowe strzały nie ustają w okładaniu słuchacza nawałnicą wszelkich środków mordu nawet na krótki moment – gitary piłują ogniste riffy utrzymane w iście wyścigowych tempach, a bulgoczący bas, stale dewastowana perkusja i plugawy wokal Harveya tylko dopełniają obrazu bezdusznej apokalipsy. Żaden z utworów nie wyróżnia się specjalnie na tle reszty, bo i po co – jak ma kąsać, to kąsa, innowacji można poszukać wszędzie, byle nie tutaj. Tutaj jest jedynie odór siarki. A elementów go tworzących jest wiele. Chociażby takie „Mask of Fear” – torpedowiec, który spokojnie mógłby zasilić program „Horrified” Repulsion, konsekwentny w zabójczym ciosaniu, prędki i stale doładowywany hc/punkowym paliwem w najbrutalniejszej z form. Podobnie sprawa ma się z rozpędzonym do granic zdrowego rozsądku „Total Human Genocide”, który chwytliwym refrenem i świdrującą solówką odpaloną w połowie ma zadatki na grindowy hit roku 2017. Swoje robi także wymowny w tytule „Funeral Bells”, przywołujący korepetycje odrabiane z „Harmony Corruption” Napalm Death. Warto dodać, że ta płyta nie ma najmniejszych szans wam się znudzić – siedem naładowanych testosteronem utworów, gdzie za suity robią niespełna trzyminutowe „Nightmare Future” czy dwóipółminutowe „Comatose” rozgniecie, zniszczy, zasieje popłoch, ale na pewno nie znuży.Band

Przy lekturze takich produkcji aż chce się żyć! Expulsion skutecznie pokazali, że dwa wielkie nazwiska w składzie nie są jedynie dobrym wabikiem na fanów grindcore’a, ale gwarantem materiału wybuchającego na wszystkie strony. Agresywnego potwora gotowego rozszarpać na strzępy. Nie wiem, jak wy, ale ja z chęcią dam się mu zmęczyć.

Łukasz Brzozowski 

Pięć