EVANGELIST – In Patribus Infidelium (PsycheDOOMelic Records)

Niezbyt często w ostatnim czasie mam okazję obcować z muzyką, która da się zaklasyfikować jako klasyczny, zbudowany na solidnym, hard rockowym fundamencie doom metal. Tym bardziej ochoczo zabrałem się do dzieła EVANGELIST, które polecił mi ktoś jako naprawdę mocną rzecz. Jako ciekawostkę podać mogę, że formacja ta pochodzi z naszego kraju i niewątpliwie już za sam fakt, że komuś chciało się wyłamać z kręgu kapel grających death albo black metal należą się wyrazy uznania.


„In Patribus Infidelium” to dzieło cholernie niszowe i przeznaczone dla wąskiego kręgu dość ściśle określonych odbiorców, zainfekowanych klasycznym, doom metalowym graniem. Do określenia „klasyczny doom” należy obowiązkowo dopisać przymiotnik epicki i mamy pełen obraz tego, co usłyszymy na recenzowanym krążku. Osobiście, bez zbędnych ogródek, muszę stwierdzić, że płyta bardzo mi się podoba. Powiem więcej, brakowało mi na polskiej scenie takiego zespołu jak Evangelist – formacji tworzącej wspaniale old schoolowy doom. Jak specyficzna to muzyka wiedzą wszyscy, którzy kiedykolwiek zetknęli się z płytami Candlemass czy Solitude Aeturnus. Gitarowe granie pełne emocji wyrażanych za pomocą ociężałych riffów i pełnego przejęcia głosu wokalisty jakie proponuje Evangelist czerpie garściami z dorobku wyżej wspomnianych kapel. Nie jest to jednak żaden zarzut. Wręcz przeciwnie. Mimo ewidentnych powiązań z klasykami gatunku nikt tu nie stara się nagrywać kopii „Epicus Doomicus Matallicus”. Muzycy Evangelist dobrze zdają sobie sprawę z tego, że mamy rok 2011 i nie ma żadnego grzechu w tym, by wykorzystać zdobycze techniki. Nie ma bowiem nic bardziej wkurzającego jak płyta z klasycznym materiałem, nagrana w taki sposób, że przywodzi na myśl wszystkie niedostatki sprzętowe z lat 80. „In Patribus Infidelium” brzmi potężnie i mocno, ale też tam gdzie trzeba epicko płynie na pełnym emocji wokalu.

Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, Evangelist udała się trudna sztuka i nagrali świeżo brzmiący album doom’owy. Podoba mi się to, że słuchając tej płyty mogę delektować się bogactwem dźwięku, lekko progresywnych solówek czy świetnymi gitarowymi riffami. Zupełnie nie spodziewałem się tego, że usłyszę kiedykolwiek doskonałą doom’ową produkcję Made In Poland. Niemożliwe jednak stało się faktem i nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do królestwa „In Patribus Infidelium”.

Wiesław Czajkowski 5