ETERITUS – Following the Ancient Path

Szwedzki death metal ma się w Polsce wyjątkowo dobrze. Ostatnimi czasy nawet lepiej niż w swojej własnej ojczyźnie. Fakt, najświeższe dokonania Entombed (czy tam Entombed A.D., już niech wam będzie), Grave albo At the Gates są całkiem w porządku i nie schodzą poniżej przyzwoitego poziomu. Problem leży jednak w tym, że po drugiej stronie Bałtyku, w naszej krainie mlekiem i miodem płynącej, już od paru ładnych lat szwedzka śmiercionośna łupanina robiona jest znacznie ciekawiej. Ze strony melodyjnej mamy chociażby ochrzczone mianem polskiego Dissection In Twilight’s Embrace. Jeśli wolicie zaś więcej smoły, gruzu, brudu i pana zamieszkującego terytoria ukryte głęboko pod skorupą ziemską, dawkę plugawych dźwięków dla takich, jak wy wypluli chociażby Ulcer, Offence oraz właśnie Eteritus.

Co łączy te trzy kapele? Zamiłowanie do Sunlight Studios i riffowej pożogi. A co dzieli? O ile Ulcer kurczowo trzyma się sztokholmskiego stylu łojenia, Offence wyjątkowo wyraźnie łypie okiem w stronę Holandii, a toruńscy rzeźnicy pod lupę wzieli całą Europę. Swoisty miks wszystkiego, co królowało na Starym Kontynencie przez większą część lat 90. A dobór składników robi piorunujące wrażenie. Bazą pozostaje Szwecja, lecz czuć także patriotyczny akcent w postaci wpływów pierwszych dokonań Vader. Przeszywający ryk Tailora w jednej chwili wywołuje pozytywne konotacje z ongiś nieokrzesanym wrzaskiem Petera. Oprócz Polski mamy też naszych największych przyjaciół, czyli Niemców. Mowa oczywiście o kultowym Morgoth, od którego nasi milusińscy wzięli odrobinę siarki i atmosfery lepkiej, dusznej i niepokojącej. Kraina Tulipanów także nie jest obca Eteritus. Kiedy na chwilę zdecydują się zaprzestać bezkompromisowe grzanie i chwilowo odciążyć kręgi szyjne słuchaczy, przy sukcesywnie wgniatających w ziemię zwolnieniach ewidentnie widać, że dokonania Asphyx mają w małym paluszku. Wielkiej Brytanii zbyt wiele nie posłuchali, aczkolwiek charakterystyczna gęsta lawina riffów wskazuje, że chłopcy lubią i Benediction.  e

No dobrze. Wymieniam sobie tak zespoły, od których – brzydko mówiąc – panowie zżynają, i co? Że niby nie są innowacyjni? Nie mają własnego stylu? Owszem. Innowacje to chyba ostatnia rzecz, o jakiej pomyślałbym, oddając się w sidła „Following the Ancient Path”. „Własny styl” to także pojęcie obce Eteritus. Nawet spoglądając na okładkę, w głowie wyświetlam obraz tej zdobiącej debiut Carnage. Czy uznaję wyżej wymienione rzeczy za wady? Nie. Szwedzki death metal ma kopać w twarz, rozszarpywać kończyny i sowicie rozlewać hektolitry rozgrzanej smoły na twarze metaluchów. Transcendentalne przemyślenia o życiu, śmierci oraz wzorze sumarycznym na kwas chlorowodorowy zostawmy zakapturzonym piewcom „awangardowego” black metalu.

Łukasz Brzozowski

Pięć