ESOTERIC – Paragon of Dissonance (Season of Mist)

Anglicy, podobnie jak w przypadku wydanego w 2008 roku „The Maniacal Vale”, zdecydowali się na podwójne wydawnictwo, które zawiera blisko sto minut muzyki. Dwie płyty wypełnione przygniatającym i piekielnym funeral doom metalem to wyczerpujące studium wyobcowania i cierpienia. Rozpoczynający owocny festiwal mroku utwór „Abandonment” uderza miażdżącą, wielotonową, gęstą produkcją, znaną z poprzednich wydawnictw zespołu. Pod tym względem charakter Esoteric nie uległ zmianie.

Wszystkie siedem kompozycji, które składają się na „Paragon of Dissonance”, to kolosalne ciosy łamiące kręgosłup i roztrzaskujące czaszkę. Brutalnie intensywne nagromadzenie potężnych riffów, przytłumione bębny oraz nieludzki growling to cechy rozpoznawalnego stylu Esoteric. Przy pobieżnym przesłuchaniu płyta zdaje się być bardzo monotonna i jednostajna, i choć na tym właśnie polega ta muzyka, trzeba zaznaczyć, że taka estetyka jest w stanie przypaść do gustu tylko wąskiej grupie słuchaczy. Czasem Esoteric zaskakuje wpadającą wręcz w ucho melodią lub innym łatwym do zapamiętania motywem, jak choćby w przypadku świetnych kawałków „Cipher” czy „Disconsolate”. W głównej mierze jednak jest to ściana nawarstwionych riffów, która bardziej niż pospolite piosenki przypomina bezlitosne tsunami nieubłaganie zmiatające wszystko z pola widzenia.

Szósty album Anglików nie przynosi rewolucji, ale jest kolejnym krokiem w kierunku doom metalowego absolutu. Długość materiału może przytłaczać ogromem i aby strawić jego zawartość potrzeba więcej niż dwóch, trzech przesłuchań. Jeśli połknie się haczyk, płyta okazuje się być wyjątkowo wciągająca i przykuwająca uwagę.

Adam Drzewucki 4,5