EPICA – The Holographic Principle (Nuclear Blast)

To nie mogło się udać. Taki twór jak Epica, nawet dla mnie – kupującego cały ten symfoniczny cyrk – zawsze będzie zespołem stąpającym po cienkiej linie, z której łatwo (i zbyt często) spada w otchłań muzycznej naiwności i niedojrzałości. „The Holographic Principle” to spektakularny upadek na miękkie podłoże, wyścielone przez biegłość techniczną zespołu i lojalność fanów.

Jak się dziś „okazuje”, poprzedni album – „The Quantum Enigma” był wspaniałym wypadkiem przy pracy. To co do tej pory grano, wtedy uproszczono, uzupełniając pozytywną energią i nieskrępowaną nutą „hej do przodu”. „The Holographic Principle” rozwija to co było dobre na poprzedniku, podążając jednak w kierunku nierówności „Divine Conspiracy”, wynikającej z unowocześnienia i „urozmaicania” muzyki. Przyjęty na płycie koncept, inspirowany zapewne obrazami pokroju „Matrix” czy „Surrogates”, być może uzasadnia częściowe porzucenie romantycznego piękna The Quantum Enigma, jednak koncept to okradający Epikę z części jej najwspanialszych atutów. Chwytające za gardło, melancholijne dwugłosy wokalistki ograniczono na rzecz popowej zadziorności w stylu Amaranthe, zaś folk celtycki, nawet jeśli pojawia się w kamuflażu („Beyond Matrix”), musi w końcu ustąpić pola „nowemu”. Tak odświeżona formuła pozbawiona została po części prostolinijnego żaru na rzecz ugrzecznionej złowrogości i „zaktualizowania” wymowy muzyki. Do silniejszego głosu niż zwykle doszły fascynacje groovem Fear Factory, co samo w sobie nie jest zbrodnią, lecz w połączeniu z plątającymi się po płycie chórami i zbyt płasko brzmiącą wokalistką, grzmi o sprawiedliwą karę. Osobną kategorią, w której rządzi zło, są teksty, które może i opierają się na wnikliwej analizie rzeczywistości i ludzkiej natury, lecz brak w nich jakiejkolwiek subtelności („Technological Tragedy Is Near”), co może dziwić, zważywszy na aparycję ich autorki. Tym razem futurologia, symfonia i pop wyjątkowo głośno zgrzytają w zębach. A wiemy przecież, że ważniejsze jest pierwsze śniadanie niż „A Profound Understanding of Reality”. e-live

Obecna Epica i tak prezentuje się znacznie lepiej niż podobny stylistycznie „Requiem For Indifferent” z 2012 roku. Zespół nabył rozpędem poprzedniej płyty lekkości kompozytorskiej i dynamiki, a i orkiestracje zyskały na naturalności (jak wieść niesie, tym razem użyto prawdziwych instrumentów). Co symptomatyczne dla mojej kilkuletniej przygody z tym zespołem, z każdym przesłuchaniem danej płyty Epiki, ta zyskiwała na jakości. Wszystkim wymienionym wcześniej przywarom „The Holographic Principle” udaje się czasami zamienić w atut. Nowoczesna i całkiem brutalna gitara w „The Cosmic Algorithm” godzi się z wokalistką serwującą dynamiczną, wpadającą w ucho partię, a chór zgrabnie nadaje wszystkiemu większego rozpędu. „Ascension – Dream State Armageddon” to kawałek, który od początku do końca jest po prostu świetny, pomimo oczywistych zapożyczeń od Dimmu Borgir w tytule („Death Cult Armageddon”?) i muzyce (cudne tremolo). Simone jest tu smakowicie demoniczna, by zaraz potem w refrenie przejść do nut pełnych wyczekiwanej przeze mnie melancholii.

Wszystkie te starania, których efekt nie jest znowu aż tak daleki od „The Quantum Enigma”, przyniosły album, który koniecznie chce być lepszy niż poprzednik i prawie mu się to udaje. Pomimo wspomnianych wyżej wad, nadal mam wrażenie, że Epica znajduje się na fali wznoszącej, prezentując się świeżo i bardzo dynamicznie. Takie czy inne wybory zespołu w zakresie melodyki nie powinny nam tego przysłaniać. Nawet jeśli Epica specjalizuje się w strącaniu poprzeczki, docenić należy, że do niej dolatuje.

Kuba Kolan

Cztery i pół