ENSHADOWED – Magic Chaos Psychodelia (Pulverised)

Marazm, w jakim tkwi współczesna scena black metalowa staje się coraz trudniejszy do zniesienia. Tuzy milczą od lat, albo co gorsze, nagrywają płyty, które są niczym innym jak odcinaniem kuponów od dawnej chwały. Wyrobnicy, zapatrzeni w mistrzów nawet nie starają się stworzyć czegoś co nosiłoby choć pozory oryginalności. Jeśli się dobrze nad tym zastanowić, niewiele jest dziś zespołów black metalowych, które bezdyskusyjnie zasługują na uznanie…

Enshadowed trudno zaliczyć do elitarnego grona kreatorów gatunkowych trendów, ale jednocześnie zespół ten proponuje w swoich dźwiękach o wiele więcej niż większość scenowego plebsu. Pochodzą z Grecji lecz nie próbują być kolejnym klonem Varathron i to należy im zapisać zdecydowanie in plus. „Stary…” oraz „Is Venit Ex…” czyli utwory rozpoczynające krążek, mogą wyprowadzić w pole nawet największych znawców i koneserów czarnej sztuki. Początek płyty jest tak mocno nacechowany brzmieniem w stylu mało oryginalnego miksu Marduk z Dark Funeral, że trudno jest uwierzyć by zespół ten był w stanie wykrzesać z siebie tą równie pożądaną co rzadko spotykaną iskrę talentu, sprawiającą, że słuchanie, przeżywanie danych dźwięków staje się przyjemnością. Jednak nie należy sądzić płyty po początku, bowiem z każdym kolejnym utworem jest tylko lepiej…

Kolejne numery sięgają w rejony, które przeciętni black metalowcy starają się omijać szerokim łukiem. Death metalowe riffowanie przeplata się z orientalizmami jakich nie powstydziłby się Nile czy Melechesh lecz całość brzmi bardzo spójnie i świeżo. Nawet jeśli ostatni „Magic Chaos Psychodelia” cholernie mocno kojarzy się z najnowszym dziełem Pandemonium to porównania te składam raczej na karb podobnych inspiracji a nie próby zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę. „Magic Chaos…” to twór świadomy i pozbawiony przypadkowości, która cechuje płyty miałkie. Nie jest to album wizjonerski, płyta ta nie określa na nowo gatunkowych ram, ale w swojej niszy stanowi pewnego rodzaju wyznacznik jakości. Polecam.

Wiesław Czajkowski

Cztery i pół