ENABLER – All Hail The Void (Southern Lord)

Powiem Wam, kiedy „All Hail The Void” wchodzi mi najlepiej, powodując, że dostaję szału. Kiedy np. wchodzę na stronę fundacji Centaurus i czytam o tragicznym losie, jaki ludzie potrafią zgotować swoim zwierzętom. Po takiej lekturze, w dodatku przy akompaniamencie Enabler raczej nie wychodzę z domu, bo mógłbym kogoś przez przypadek zabić. 

„All Hail The Void” to idealny soundtrack do moich powyższych przemyśleń. Ludzka tzw. rasa powinna być potraktowana z taką samą agresją, bezwzględnością i okrucieństwem, z jakim atakuje amerykański kwartet. Nowoczesny dark hardcore, riffy nieco szwedzkie, europejska nerwowość, amerykańska precyzja i siła. A wszystko w  chaotycznej, bezlitosnej konwencji, kojarzącej się jako żywo z Trap Them czy Weekend Nachos. Sądzę, że wspomniane zespoły już mogą czuć oddech na plecach, bo mieszkańcy Milwaukee nie znają litości a tym bardziej kompromisów.

W swojej zwartej i napakowanej muzyce Enabler miesza dosłownie wszystko – są szybie, hardcore’owe rytmy, cała masa blastów, sporo aranżacyjnej gmatwaniny, zwolnień, wreszcie nieco d – beatowego szału („The Heathens”), okraszonego surowym i bardzo „twardym” brzmieniem. Muzyka jest w zasadzie jednowymiarowa, nie ma tu żadnych zabaw z brzmieniami a zespół gra bardzo „do przodu”. Jednocześnie trzeba przyznać, że ów chaos jest doskonale przemyślany, bo logika, z jaką budowane są takie songi jak „F.A.T.H.”, „Speechless” czy „Save Yourself” jest cokolwiek zaskakująca. To akurat mnie cieszy, bo dzięki temu wiem, że oferta Enabler nie jest w żadnym razie dziełem przypadku. Szczególnie uwagę zwraca praca gitarzystów, którzy dokonali w kilku miejscach fajnego podziału – kiedy jeden z nich zapodaje mocny riff (zakładam, że Jeff, bo musi się jeszcze zająć wrzeszczeniem…) to drugi (czyli Eric…) gra zupełnie obok, dysonansowo i poza skalą. Efekt jest bliski idealnemu wizerunkowi  i rozumieniu współczesnego hardcore’a – niby nic nowego, a cieszy…

Krążek Enabler to dzieło sadowiące się bardzo blisko takich arcydzieł jak “Darker Handcraft” czy „Worthless”. Bezkompromisowe, krztuszące się z wściekłości pastwienie się nad instrumentem, doskonałe oczyszczenie organizmu, działające podobnie jak nowa płyta Massgrav, choć od szwedzkich kolegów Enabler odróżniają się jednak większą dbałością o techniczne niuanse. Nie wiem, ile lat mają muzycy, kiedy jednak słucham „All Hail The Void”, mam wrażenie, że to nie wkurzone małolaty, ale raczej źli i pozbawieni złudzeń co do otaczającego świata, zgorzkniali załoganci. Może faktycznie w tej Ameryce jest gorzej niż pokazują w filmach Disney’a?

Arek Lerch