EMPATIC  – Gods of Thousand Souls (Wydawnictwo Myzyczne Psycho)

Pierwszy raz zespół Empatic miałem okazję spotkać na jednym z koncertów w 2007 roku w Warszawie. Przypadła im wtedy niewdzięczna rola rozgrzewania publiki przed występami artystycznymi Hate i Crionics. Niby niczym mnie wtedy nie zaskoczyli, ale pamiętam, że zwróciłem uwagę na niezłą energię jaką potrafili z siebie wykrzesać na scenie. Na debiut płytowy Empatic nie czekałem jakoś szczególnie, ale z ciekawością sięgnąłem po „Gods of Thousand Souls”.


Dobrze zorientowani w temacie wiedzą pewnie, że debiutancki krążek Empatic nie jest już rzeczą tak bardzo świeżą. Album ten miał premierę pod koniec 2010, ale jako, że do tej pory na łamach Violence fakt ten nie został odnotowany postanowiłem napisać parę słów w temacie tego krążka. Drugim powodem była niedawna premiera teledysku Empatic do utworu „VS”.

Mówiąc zupełnie szczerze tym razem Emaptic również niczym mnie nie zaskoczył. „Gods…” to album, który nie grzeszy oryginalnością lecz w niszy stylistycznej, w której zespół się okopał chyba nie tego się oczekuje. Melodyjny death metal to bowiem muza specyficzna, z jednej strony zdradzająca ciągoty ku ekstremie z drugiej jednak  nigdy dość śmiała by w kierunku tejże pójść. Dlatego też nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem tejże stylistyki i debiutancka płyta Empatic raczej tego stanu rzeczy nie zmieni.

Nie jest to album zły. Skłaniałbym się ku wręcz przeciwnej ocenie krążka. Miks death i thrash metalu, podlany sporą dozą melodii może się podobać i co chyba ważniejsze – na pewno świetnie wypada na żywo. Może gdzieś uciekło mi ukryte, drugie dno muzyki Empatic, ale jak dla mnie całość oparta jest na dość prostym w sumie schemacie. Prostym lecz nie prostackim. Nikt nie próbuje nas oszukiwać, że oto wraz z Empatic mamy szansę spotkać się z muzycznym objawieniem. Jest to solidny, metalowy album, usłyszycie tu dużo zjadliwych, ciętych riffów, które chwilami dość mocno kojarzą się z klasycznym, agresywnym thrashem. Emaptic dotyka sedna tej muzyki i tego, o co w metalu chodzi. Liczy się siła, energia i moc. Tego na „Gods…” z pewnością nie brakuje a to, że metal według Empatic to również łatwo przyswajalne melodie to tylko jedna z zalet tej płyty.

Mam wrażenie prawie graniczące z pewnością, że u nas w kraju płyta przepadnie i nie pomoże jej nawet determinacja jaką niewątpliwie przejawiają muzycy. U nas ciągle trwa wyścig ekstremalnych zbrojeń w myśl którego melodia w metalu oznacza śmierć. Jak dla mnie oczywistym jest, że Empatic głównych rynków „zbytu” dla swoich dźwięków powinien szukać u naszych zachodnich sąsiadów. „Gods…” to pierwszy krok w karierze Empatic, krok naprawdę mocny.

Jeżeli na Waszej półce (powinienem chyba napisać wśród Waszych empetrójek…) znajdziemy płyty Made of Hate, Arch Enemy, Dew Scented… to miejsce dla Empatic też musi się znaleźć. Mam nadzieję, że za kilka lat, przeglądając rozpiski letnich festów, natknę się na logo Empatic i to nie jeden raz. Nie jest to do końca mój zestaw dźwięków, ale płyta naprawdę dobra, godna polecenia.

Wiesław Czajkowski 4